Skrypt

youtube logo USA infiltruje i kontroluje media. Operacja Mockingbird

Czy zdarza wam się natknąć na forach i grupach dyskusyjnych na osoby prezentujące bezwstydnie proamerykańską postawę? Na pewno myślicie: “No pewnie, co w tym dziwnego? Jest mnóstwo ludzi, którzy popierają rząd USA i biorą udział w rozmowach w mediach społecznościowych.” Ale nie o tych ludzi mi chodzi. Chodzi mi o internetowe osobistości, których patriotyczna zaciekłość zdaje się podejrzanie nieustępliwa, które godzinami trollują, próbując podważyć zasadność poważnych pytań oraz wszelkiego sprzeciwu wobec establishmentu. Czasem wydaje się wręcz, że ktoś im za to płaci. Dlaczego inaczej mieliby poświęcać ogromne ilości czasu i energii na internetowe kłótnie, próbując dowieść, jak bardzo inni się mylą?

Być może dla niektórych z was nie jest to żadna nowina, ale w zeszłym roku potwierdzono, że armia USA manipulowała mediami społecznościowymi, przy pomocy fałszywych kont wpływając na przebieg dyskusji i rozprzestrzeniając proamerykańską propagandę. Nazywa się to zarządzaniem personami internetowymi. Kontrakt z Centcom (US Central Command, Komenda Generalna USA) pozwala na tworzenie do 10 kont-kukiełek na jednego pracownika armii biorącego udział w programie. Warunkiem jest, iż każda fałszywa persona musi mieć przekonującą biografię i sieć znajomych, tak, aby nie mogli ich przejrzeć nawet najprzebieglejsi przeciwnicy. The Guardian pisze:

“Specjaliści porównują projekt ten do działań podejmowanych przez Chiny w celu kontroli i ograniczenia wolności słowa w internecie. [Krytycy twierdzą, że pozwala armii USA] na tworzenie fałszywej zgodności w internetowych dyskusjach, spychanie na margines niepożądanych opinii oraz tłumienie komentarzy i doniesień niezgodnych z jej założeniami.”

Oczywiście Centcom twierdzi, że jego jedynym celem jest zwalczenie ekstremistycznej propagandy poza Stanami Zjednoczonymi, i że zwracanie się przy pomocy tej technologii do amerykańskich odbiorców byłoby bezprawne. Wow, bezprawne, serio? Ciekawe, bo w najnowszej wersji NDAA (Aktu o Autoryzacji Obrony Narodowej) z roku 2013 znalazła się interesująca poprawka – poprawka legalizująca prowadzenie propagandy wewnątrz kraju, na amerykańskim odbiorcy. Dobrze słyszycie – najnowszy NDAA nie tylko potwierdza przyzwolenie na bezterminowe przetrzymywanie obywateli USA, ale i pozwala rządowi na legalne prowadzenie kampanii dezinformacyjnych wymierzonych przeciwko obywatelom tego kraju. Ale czy to kogokolwiek zaskakuje?

Media korporacyjne i tak praktycznie stanowią narzędzie propagandy w rękach rządu USA. Dlaczego muszą legalizować stosowanie propagandy, skoro już i tak cały system mediów mainstreamowych jest na usługach Białego Domu – bez szemrania drukuje oświadczenia prasowe rządu, sprzedaje wojny i załatwia różne inne sprawunki prezydenckiej administracji. Poza wszystkim, o czym właśnie mówiłam…

Pentagon wydaje 4 miliardy dolarów rocznie na kształtowanie opinii publicznej. Departament Obrony wydaje setki milionów dolarów na kampanie informacyjne w niezliczonych krajach okupowanych przez amerykańskie wojsko.

Być może jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że CIA od wczesnych lat 50 -tych infiltruje największe instytucje prasowe. Nie trzeba szukać daleko – w operacji Mockingbird, tajnej kampanii CIA służącej dezinformacji i sprzedawaniu fałszywych historii obcym rządom podczas Zimnej Wojny, manipulowano mediami, aby skupiały się na propagandzie, sabotażu i działalności wywrotowej. Później, podczas posiedzeń komisji Kongresu, wyszło to na jaw, iż program CIA polegał na przekupianiu redaktorów i reporterów w większości mainstreamowych instytucji medialnych, w tym The New York Times, CBS, Time, The Washington Post, Newsweek, Associated Press, agencji Reutera, I wiele innych. Dziennikarz Joseph Alsop, rzekomo jeden z najbarziej wpływowych uczestników operacji Mockingbird, pisał artykuły dla działów spraw zagranicznych ponad 300 pism. Czy nie miło jest wiedzieć, że ludzi, którzy mieli nadzorować działanie rządu, tak łatwo jest kupić? Mimo że z założenia program tem miał skupiać się na wydarzeniach spoza kraju, bez wątpienia wpłynął na wszystkich jego mieszkańców.

Po dziś dzień ludzie czytają i powołują się na napisane wówczas artykuły, nieświadomi, że są one kompletnie fałszywe. Jasne, miało to miejsce ponad 50 lat temu, ale spójrzmy prawdzie w oczy: obecnie nasze media są w o wiele gorszym stanie. O wiele łatwiej ulegają kompromitacji. Skąd więc wiemy, że operacja Mockingbird nie jest prowadzona nadal? Nie wiemy. Następnym razem, czytając niedzielną gazetę czy zaglądając na forum internetowe, pamiętajcie więc, żeby nie wierzyć w KAŻDE MEDIA, Z JAKIEGOKOLWIEK KRAJU, SZCZEGÓLNIE O ZAPĘDACH IMPERIALISTYCZNYCH.

Ripsonar

Advertisements