„Jak kłamstwo nie działa, trzeba wymyślić jeszcze większe kłamstwo”.

Staram się przedstawiać rozmaite wydarzenia, świadczące o praniu mózgów PT Czytelników, przez media głównego nurtu dezinformacji, które spełniają rolę dawniejszych politruków.

Od 500 lat, z chwilą stworzenia protestantyzmu przez Hohenzolernów, szkoły wyższe postawiły także na indoktrynację społeczeństwa, w wersji poprawnej politycznie. Dotyczy to nie tylko przedmiotów zwanych szumnie humanistycznymi, ale także nauk ścisłych.

Przykładem z dnia dzisiejszego jest sprawa rzekomego zestrzelenia samolotu malezyjskiego nad Ukrainą. Pomimo, iż udowodniono, że środki masowej dezinformacji, przedstawiając rzekome fragmenty zniszczonego samolotu, pokazują części aż 3 różnych samolotów, żaden ekspert od lotnictwa, czy pokrewnych przedmiotów, z 470 wyższych [z nazwy] polskich uczelni, nie zaprotestował. Podobnie było z tzw. katastrofą smoleńską, kiedy także pokazywano części różnych samolotów, jako rzekomego TU 154M. I znowu żaden „ekspert” z prawa, czy lewa, łącznie ze słynnym dr Biniendą, nie widział w tym nic szczególnego i prowadził monolog, jak gdyby nigdy nic. Trudno założyć, aby wszyscy oni cierpieli na logorrhoe.

Podobnie wygląda sprawa z nagłaśnianymi epidemiami. Kilka takich spraw omówiłem w poprzednich pracach. Obecnie na czoło w gazetach dla mniej wartościowego ludka, nie tylko nad Wisłą, wysuwa się sprawa wirusa Ebola.

Co to jest i z czym to się je.

Otóż, po raz pierwszy „odkryto” wirusa Ebola w 1976 roku w Afryce. Jak zapewne Państwo pamiętacie, jest to szczególna data w epidemiologii i w chorobach zakaźnych. W tym właśnie roku „odkryto” w Forcie Detrick w stanie Maryland w USA wirusa grypy A1H1, zwanej od 2009 roku świńska grypą. Takie przypadkowe odkrycie dwóch „groźnych” chorób w jednym roku i to w dodatku jedno z odkryć miało miejsce w Afryce, czyli w krajach niespecjalnie zwracających uwagę na higienę, czy naukę, każe spojrzeć szerzej na sprawę. Ale w tym kraju również znajduje sie „instytut” US Army do broni biologicznej.

Jak wiadomo, internet jest dobrym źródłem wiedzy, ale bieżącej. O tym, co było wcześniej, dużo więcej można się dowiedzieć z podręczników, wydanych sprzed erą big farmu, czyli w Polsce przed ok. 1995 – 2000 rokiem. Przypomnę, że koło roku 1995 straciliśmy polskie piśmiennictwo medyczne, na rzecz przemysłu farmaceutycznego. I jak możecie to sami sprawdzić, Szanowni Czytelnicy, odbyło się to bez specjalnych protestów tzw. środowisk naukowych, czy raczej naukawych. Żadna uczelnia nie podniosła larum. A z gabinetów lekarskich zniknęły biuletyny naukowe.

Otóż w podręczniku pana prof. Zdzisława Dziubka [PZWL 1996 rok], na ponad 200 stronach skondensowanej akademickiej wiedzy studenckiej o chorobach zakaźnych, wirus Ebola zajmuje niecałe pół stroniczki. Bardziejjako ciekawostka. Autor podaje, że w okresie tych 20 lat zachorowało z tego powodu, ok. 300 – 400 osób. Liczby te obejmują kraje: Liberia, Sierra Leone, Gwinea. Kraje te mają stopień higieny życia codziennego uznawany za poniżej niedostatecznego. Powszechny brak dostępu do czystej wody i brak kanalizacji. Jedna placówka medyczna oddalona od drugiej o kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów. Powszechny brak dróg utwardzanych. O czy tu jeszcze mówić?

I w tych bardzo biednych krajach, u każdego, który zachoruje na katarek, czy kaszelek, typowe objawy zakażenia wirusem,  natychmiast robi się badania w kierunku wirusa Ebola. Takie badanie kosztuje kilkaset złotych. Można to porównać do badania wirusa grypy w Polsce podczas każdego przeziębienia, o co tak zabiegała pani mgr prof. Lidia Brydak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, podnosząc stawkę za badanie o ponad 50 %.<
I musisz uwierzyć, że robi się to oczywiście dla Twojego dobra, za Twoje pieniądze, ponieważ Ty ich nie umiesz wydawać. „My to robimy lepiej”. Tak można kombinować w Polsce w związku z przymusem ubezpieczeń. Ale w biednej Afryce ubezpieczeń nie ma. Kto więc niby ma płacić?

Leczenie choroby wywołanej przez wirusa Ebola sprowadza się do izolacji chorego i uzupełnienia płynów, plus leczenia objawowego. Objawy tego groźnego wirusa to: katar, kaszel, bóle mięśni, stawów. Czyli typowe objawy grypy!
Koniec. Kropka. Ale w takim przypadku dlaczego wydaje się setki dolarów na badanie w kierunki Ebola?

No to może w innych podręcznikach można znaleźć coś więcej?

Olbrzymie vademecum Medycyny Klinicznej, na 1300 stron trójszpaltowego tekstu, informację o wirusie Ebola skondensowało na 5 cm tekstu.!!!

Książka została wydana w 2006 roku przez wydawnictwo Urban &Partner, czyli Elsevier, znanego monopolistę na rynku „naukowym”.

Jako ciekawostkę mogę zacytować, że do 2006 roku w całej Afryce, czyli na ok.        1 500 000 000 mieszkańców, w okresie 30 lat zachorowało 600 osób! Ja rozumiem, że sprzedaż gazet jest istotna. Ale żeby zaraz robić epidemię ze zgonu  20 osób rocznie na półtora miliarda mieszkańców? Chyba komuś się coś pokręciło.

W Kongo najemnicy wymordowali 50 000 w okresie kilku miesięcy i cisza. Słynna rzeź w 1995 roku, dokonana dzięki pomocy żołnierzy belgijskich, także została szybko wyciszona. Zamordowano wtedy maczetami, czyli długimi nożami, których milion zakupiono w Chinach pół roku wcześniej, ponad milion ludzi, w tym w kościołach i pod okiem błękitnych hełmów ONZ.

W Sudanie, w trosce o prawidłowe przeprowadzenie rurociągów, wymordowano ponad 2 000 000 ludzi i  polskojęzyczna prasa nie robiła problemu. A tutaj 20 osób rocznie i prawie codziennie mamy straszenie?

No to może należy poszukać głębiej?

Jak już podałem, „epidemia” gazetowa jest powszechna. New York Times także straszy ludek miejscowy. Tak naprawdę, Ebola zabił ok. 600 ludzi w czterech krajach afrykańskich. Czy to coś komuś mówi? Mnie niewiele.

Szukamy dalej. Okazuje się, że chorowali i umierali  tylko ludzie leczeni w szpitalach. Mało tego, tylko w tych szpitalach, w których był biały personel, na przykład z organizacji tzw. filantropijnej, takiej jak „Lekarze bez granic” – MSF.

Czarny Ludek jest tak pewien swego i zdeterminowany, że maczetami zagrodził drogę tej organizacji, ponieważ chorowali tylko pacjenci w szpitalach, gdzie oni byli!

Oczywiście „nasi” politrucy wyśmiewali się ze spanikowanej i zabobonnej tubylczej populacji.

Prawda natomiast jest taka, jak do tej pory się podaje, że głównym źródłem zakażenia jest przenoszenie wirusa przez krew, zranienia itd. Inne drogi przenoszenia są nieznane.

Miejscowa, mniej wartościowa ludność z procami i maczetami blokuje drogi, krzycząc, że nie chcą obcych. Oczywiście, starsi i mądrzejsi zrzucają to na zabobony tubylcze.

W takiej sytuacji powinniśmy przynajmniej przybliżyć tą organizacje, która jest wymieniana w rozpowszechnianiu tego wirusa. Organizacja ta został założona przez p. Bernarda Kouchnera, wymienianego przez „Jeruzalem Post” w roku 2010,  jako 15 najbardziej wpływową osobę  żydowską na świecie. Wiedzieliście o tym Państwo?

Kto to jest Bernard Kouchner?

Pan B.Kochner ma bardzo ciekawy życiorys, który mógłby być podstawą kilku filmów. Najpierw był członkiem Komunistycznej Partii Francji, potem Partii Socjalistycznej, a następnie centroprawicy Sarkozego.
W 1988 roku został czymś w rodzaju ministra do spraw pomocy humanitarnej. W 1992 roku, u boku Mitteranda, awansował do funkcjiministra zdrowia. W 1997 roku został ministrem zdrowia po raz drugi. W 2007 roku, za Sarkozego, został ministrem spraw zagranicznych.
Jest uznawany za twórcę organizacji o nazwie „Lekarze bez granic” –MSF, w 1971 roku. Organizacja jest zarządzana przez Międzynarodową Radę, która kieruje instytucją ze Szwajcarii. Zaznaczam, że tworzy to człowiek będący w owym czasie członkiem partii komunistycznej i panuje zimna wojna w Europie!

Już w 1999 organizacja ta uzyskuje statut komitetu doradczego ONZ, nomen omen Komisji Gospodarczej ONZ. Widać, jak daleko jest od organizacji ONZ-towskich, przeznaczonych do niesienia pomocy humanitarnej, lub zdrowotnej, do takich jak WHO, czy Unicef.
Jak przystało na komitet doradczy Komisji Gospodarczej, p. Bernard Kouchner walczył o:
1. powszechny dostęp do prezerwatyw, oczywiście pod pretekstem walki z AIDS.  Problem w tym, że prezerwatywy wcale nie zapobiegają zakażeniom płciowym [no, może rzeżączce].
2. powszechny dostęp do leków, szczególnie w krajach tzw. Trzeciego świata. Czyli, jak przystało na komisję gospodarczą, do wzrostu obrotów przemysłu farmaceutycznego.
Ma pewne osiągnięcia, na przykład szczepionki po epidemii grypy, której nie było w 2009 roku, i zalegały magazyny, sprzedano do Afryki, w której także grypy nie ma. Ale ONZ zapłaciło producentom szczepionek. Jako wybitną zasługę podano, że firmy zgodziły się obniżyć cenę szczepionek do nieco ponad 2 dolary, a wcześniej kosztowały 15 – 20 $. Przypomnę, że koszt produkcji to kilka centów.

A więc zamiast wyrzucić i utylizować nikomu do niczego nie potrzebne produkty zwane szczepionkami, co kosztuje znaczne kwoty, zarobiono 70 razy więcej, niż wynosi cena produkcji. Innymi słowy, wyjątkowo świetny interes, pod płaszczykiem dobroczynności.

Poza tym, jedną z głównych czynności tej organizacji jest właśnie sprawa szczepienia dzieci.

Jak udowodniono, w szczepionce  Di-Per-Te, czyli popularnej przeciwko tężcowi, znajdują się przeciwciała przeciwko HCG, powodujące u dziewcząt „samoistne” poronienia. Głównymi sponsorami są panowie M.Strong i Soros. Tak, ten znany z finansowania ruchów demokratycznych w krajach postkomunistycznych, o czym już pisałem.

MSF działało również efektywnie na Haiti, w czasie, kiedy wybuchła tam przywieziona przez WHO epidemia cholery. Dziwny zbieg okoliczności.

MSF działa również w Syrii, kiedy to rzekomo władze syryjskie użyły gazów, a jak udowodniono, zrobili to najemnicy, grasujący w Syrii w postaci licznych band, opłacanych przez obce wywiady.

Oprócz działalności stricte gospodarczej, jest jeszcze drugie dno. Organizacja ta współpracuje ściśle ze służbami specjalnymi, takimi jak CIA, Mossad etc. Kontakt pana Sorosa z wywiadem datuje się od czasów jego wyjazdu z Węgier, gdzie jego ojciec handlował mieniem rabowanym żydom.

O tym, że współpraca ze służbami specjalnymi układa się dobrze i MSF jest w wielu przypadkach tylko przykrywką dla służb, świadczą dwie sprawy. Wyprodukowano już kilka filmów fabularnych, pokazujących taką współpracę w Kambodży, czy Afryce.

Po drugie, za wybitne zasługi organizacja ta została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla w 1996 roku. Podobnie uhonorowany został znany premier Izraela, czy inne wybitne osobistości życia ……. codziennego.

„Kłamstwo musi być przedstawione jako prawda!
Dlatego mamy mas media” jj

Jak podałem w części pierwszej, wirusa Ebola „odkryto” dopiero w 1976 roku, w tym samym czasie, w którym odkryto wirusa H1N1, zwanego od 2009 roku świńskim. Co prawda dwa lata temu przewidywałem epidemię, czy wręcz pandemię Wirusa Zachodniego Nilu, „odkrytego” także w USA, w centrum US Army w Forcie Detrick, ale niestety, nie wszystkie dane dotyczące przekazywania pieniędzy były wówczas znane. Zamiast „epidemii” Wirusa Zachodniego Nilu mamy „epidemię” wirusa Ebola.

W USA jest modne nadawanie swojskim wirusom, czy bakteriom, nazw egzotycznych. Na przykład wirusa odkrytego w 1933 roku w Instytucie Rockefellera, nazwali wirusem Hiszpańskiej Grypy, rzekomo tej z 1918/19 roku. Jak wiadomo, epidemia ta wybuchła wśród żołnierzy amerykańskich, szczepionych przed wyjazdem na front do Europy. Przecież nie można było straszyć bogobojnego ludu nazwą „Wirus Fortu Detrick”.

Także wirusa H1N1 z 1976 roku, też z Fortu Detrick, dopiero w 2009 roku nazwano wirusem świńskiej grypy. W celu wzbudzenia większego zainteresowania sprawą, nazwano to pandemią, czyli 6 stopniem, najwyższym, zagrożenia światowego, w czym dzielnie uczestniczyli „polscy naukowcy”. Przypomnę, że ta wielka pandemia, którą ogłosiła p. Margaret Chan, przewodnicząca WHO, pochłonęła 18 osób w USA i 2 osoby spoza. WHO ogłosiło bowiem, że tylko w 20 przypadkach zgonów udowodniono istnienie wirusa H1N1. Proszę zauważyć, że normalnie w czasie tzw.  sezonu grypowego na świecie umiera ok. 300 000 do nawet 500 000 ludzi i żadne WHO, ani inne  instytucje tzw. Zdrowia Publicznego [jak staram się udowodnić, publiczne to mogą być domy, zwane powszechnie burdelami, a zdrowie jest zawsze indywidualną sprawą], nigdy w okresie ostatniego półwiecza nie ogłaszało epidemii. W Polsce ostatnia epidemia była na początku lat 70-tych ubiegłego wieku. Dwa pokolenia wstecz. I wybuchła zaraz po zaprzestaniu podawania dzieciom w szkołach tranu.

Amerykanie, szczepiąc swoich żołnierzy wyjeżdżających na misje pokojowe do Iraku, zwane Pustynna Burza, zafundowali sobie aż 283 000 poszkodowanych, z 600 000 biorących udział w tej wojnie. W celu odwrócenia uwagi bogobojnego ludka nazwali to ładnie: Syndrom Zatokowy. Problem polega na tym, że chorowali ludzie po szczepieniach,  nawet ci, co nie wyjechali do Iraku. Mieli te same objawy chorobowe. A Francuzi, którzy nie szczepili swoich żołnierzy, nie mieli Syndromu Zatokowego, a byli w Iraku.

W Polsce w 2007 roku także wybuchła epidemia wśród młodych ludzi przygotowywanych do misji. Wywieszono nawet fałszywą flagę, nazywając to zatruciem pokarmowym, w wyniku którego zmarło aż 16 zupełnie zdrowych, wszechstronnie przebadanych, mających wyjechać do Iraku młodych ludzi.

W okresie ostatnich 50 lat rozszerzono termin „broń biologiczna”, w związku z wynikami badań genetycznych. Obecnie do broni biologicznych zalicza się także sztucznie wywołane choroby. Co najmniej od początku lat 80-tych, kraje takie jak USA, czy Izrael, posiadają laboratoria, prowadzące wymienione eksperymenty. Wojsko stara się tak “dopasować” daną bakterię, lub innego pasożyta, aby atakował  ludzi posiadających określone geny. To właśnie jest przyczyną finansowania przez ośrodki wojskowe badań genetycznych na szeroką skalę, na przykład badań genetycznych piersi u Chazarów w szczecińskim. Przykładem są tutaj prace DARPA, agencji Pentagonu, zatrudniającej około 50 osób, ale dysponującej budżetem ponad 5 miliardów rocznie.

Wbrew obowiązującemu prawu międzynarodowemu, prace nad broniami biologicznymi trwają cały czas. Są one prowadzone przez tzw. prywatne firmy, finansowane przez wojsko. Te czarne budżety istnieją na całym świecie. W Polsce typowym oficjalnym przykładem są loty nieoznakowanych samolotów, rozsypujących nieznane dla polskich instytucji cywilnych i wojskowych chemikalia. Jednym z już widocznych skutków rozsypywania tych chemikaliów jest masowe znikanie pszczół. Polski budżet – czarny program – to kwota rzędu 30 – 50 miliardów złotych. Mniej więcej tyle samo, co kwota NFZ przeznaczona na leczenie.

Wracając do Eboli. 
Sytuacja wyjaśnia się powoli, gdy śledzimy uczestników tej epidemii iprzepływ pieniędzy. Wirus Ebola został wykryty w 1976 roku, właśnie w szpitalu w Afryce. Jak twierdzili przedstawiciele CDC, głównym miejscem „epidemi” były szpitale i kliniki.

W Sierra Leone, najbiedniejszym z  biednych afrykańskim państewku, działają pracownicy Uniwersytetu Tulane. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie fakt, że właśnie ten uniwersytet ściśle współpracuje z Fort Detrick, zajmującym się głównie bronią biologiczną, od prawie 100 lat.

Tulane Uniwersytet ściśle współpracuje z takimi tuzami w wirusologii jak: USA MRIID, USA Army Medical Instytut Chorób Zakaźnych, czyli naszym Fortem Detrick w stanie Meryland.

„Naukowcy” pracowali także nad chorobą zwaną Gorączką Lassa. Tak się przypadkowo złożyło, że w roku 2009 [pamiętna data] otrzymali 7 milionów dolarów z Narodowego Instytutu Zdrowa [ nam także taki Instytut zafundowano], znanego skądinąd z eksperymentów na ludziach w Hondurasie czy Gwatemali. Oczywiście zupełnie przypadkowo, dzieci głównie z tych krajów [do tej pory 60 tysięcy] wpuszczono w bieżącym roku do USA, jako nielegalnych emigrantów. I nie deportowano, ale od razu rozwieziono do dużych miast.

Pracownicy Uniwersytetu Tulone mieli za te pieniądze testować nowe sposoby wykrywania Gorączki Krwotocznej i Gorączki Lassa. Badania te prowadzili prof. Robert Garry – mikrobiolog i prof. James Robinson – pediatra co wcale nie przeszkadzało mu eksperymentować na dzieciach. Udało im się podobno stworzyć ludzkie przeciwciała monoklonalne.

Prof. Robert Garry z Tulone Uniwersytetu otrzymywał finansowanie: „ na opracowanie nowych testów na wykrywanie gorączek krwotocznych”.
Właśnie Corgenix Medical Corporation, prywatna firma, największy na świecie producent rozmaitej maści testów, ogłosiła, że opracowała nowy, rewelacyjny zestaw testów do wykrywania gorączek krwotocznych. Zestaw ten opracowano za 3 800 000 dolarów przyznanych z National Institut of Health. W opracowaniu tych testów brały udział wymienione powyżej instytucje wojskowe.

Oczywiście zupełnym przypadkiem jest to, że specjalny oddział gorączki Lassa zbudowano w rządowym szpitalu w Kenema, stolicy Sierra Leone. W dodatku zbudował to ten biedny kraj, w którym jeszcze do niedawna nikt nie wiedział o krwotocznych gorączkach i dopiero specjaliści z USA im uświadomili, jakie to groźne. Zbudowano szpital dla dwudziestu chorych rocznie. A my mówimy, że dbamy o chorych. U nas kolejki są wieloletnie, dla setek, czy tysięcy chorych, a biedni Murzyni budują szpital dla 20 chorych rocznie. I kto tu dba o społeczeństwo?

Jak już pisałem, wirus Ebola, dziwnym losu zrządzeniem, wybrał sobie właśnie ten szpital w Kenema, jako swoje centrum zachorowań. Oczywiście zupełnie przypadkowo, od wielu lat pracują tam „naukowcy” z Uniwersytetu Tulone.

Już 8 października 2007 roku Uniwersytet ogłosił, że: „Prace nad nowym testem do wykrywania gorączki krwotocznej posuwają się zdecydowanie do przodu.”

Prof. R.Garry twierdził nawet publicznie, że ta niezwykła współpraca będzie miała zdecydowany wpływ na poprawę zdrowotności w Afryce, ale także wypełni lukę w obronie przed bioterroryzmem.

Badania kliniczne są prowadzone pod auspicjami Świtowej Organizacji Zdrowia w trzech wymienionych krajach: Sierra Leone, Gwinei i Liberii.

Moje pytanie długoletniego pracownika naukowego: a na kim oni testowali nowe testy, wykrywające wirusa gorączki krwotocznej, jak nie było chorych?

Przecież między bajki włożyć należy złośliwe gadanie ulicy, że wywołali tą chorobę, aby móc potem na biednych murzyniątkach prowadzić swoje testy. Dlatego robili to właśnie w najbiedniejszym kraju Afryki, słynnym z korupcji. Chociaż w dniu 23 lipca 2014 roku Ministerstwo Zdrowia Sierra Leone wysłało pismo do Uniwersytetu Tulane, aby zakończyli testy z wirusem Ebola.
Podobnie pielęgniarki pracujące w tym szpitalu zastrajkowały, nie chcąc współpracować z białymi. A zawsze praca z „białymi” była zdecydowanie lepiej płatna.
Przypomnij sobie, Szanowny Czytelniku, jak to Polacy się bili, aby pracować w zagranicznych firmach!

Wracając do Eboli, to jak się otrzymuje przeciwciała? A no to proste, wywołuje się chorobę, a jak ktoś przeżyje, to się mu upuszcza krew i izoluje przeciwciała. A że w tym przypadku około 50% ludzi umiera? No, ale możemy innych uratować! KIEDYŚ. A pieniądze dostajemy już dzisiaj.

Proszę pamiętać, że jeszcze niedawno Stephen Monroe, zastępca dyrektora Narodowego Centrum CDC z Atlanty, na którą to instytucję tak często powołuje się pani mgr prof.Lidia Brydak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, podał, że zarazić się Ebolą można tylko poprzez krew, igły iniekcyjne, skalpele etc.

Jak ogłosił rząd USA, już we wrześniu można będzie rozpocząć testowanie nowej szczepionki przeciwko Eboli.

Pomimo, że Ebola „szaleje” w Afryce, nie jest to potencjalny rynek do sprzedaży szczepionki. W chwili obecnej 4 szczepionki są już przygotowane. Dlatego władze USA zdecydowały się na przewiezienie przynajmniej dwóch chorych do Ameryki. A nóż widelec uda się wywołać epidemię, a może nawet pandemię… No, nie musi od razu dużo ludzi umierać, wystarczy, że więcej aniżeli 20. Resztę załatwi WHO.

Sprawą szczepionek natychmiast zainteresował się znany informatyk B. Gates, jak wiadomo, specjalista od wirusów, i jego fundacja.

Przypomnę, że w latach 2011/12 w Indiach ten specjalista, tym razem od wirusa polio, dzięki zdecydowanemu i skutecznemu działaniu zwiększył liczbę zachorowań na tą chorobę z 200 do 41 500 przypadków rocznie, a niektórzy twierdzą, że nawet do 61 500 zachorowań wśród dzieci.
Aha, zapomniałem dodać, że przypadkowo oczywiście, pan B. Gates miał akcje tej firmy, co produkowała szczepionki, które zakupiło WHO.
Zapomniałem także podać, że w tym szpitalu rządowym w Kenema, w Sierra Leone, znowu zupełnie przypadkowo, mieści się laboratorium broni biologicznej USA, o pozimie bezpieczeństwa 2.
Dodam, że prof. James Robinson – pediatra, współpracuje w 4 dużych projektach z Fundacją M&B Gatesow i Sorosa, tego od demokracji w Europie postkomunistycznej, właściciela największej firmy leków generycznych Teva z Izraela.

Inny z naukowców pracujących w tym temacie, dr Pardis Sabeti, otrzymał stypendium Fundacji Sorosa. A kolejny „naukowiec” Stephen Gire, otrzymał 3-letnie stypendium z US Army  Medical Research Institute of Infectious Disease USA – MRIID. Pan dochtor wcześniej badał gorączkę Zachodniego Nilu i chorobę Deng. Zajmuje się głównie szkoleniem personelu wojskowego.

Cała ta sprawa przypomina inną z 2009 roku, kiedy to w firmie Baxter z Austrii, posiadającej 3 stopień bezpieczeństwa biologicznego, wyciekły 72 kg wirusa grypy. Tylko dzięki czeskiemu pracownikowi udało się nie dopuścić do epidemii. Jak podał Wikileaks, firma Baxter była zamieszana w badania militarne USA.

Z ostatniej chwili. Ministerstwo Zdrowia Sierra Leone kazało zamknąć oddział „Ebola”, z uwagi na rosnące zaburzenia miejscowej ludności. Stwierdzono także, że testy okazały się fałszywe, lub były fałszowane.

Pielęgniarki z Kenemala ogłosiły strajk bezterminowy, do czasu wycofania wszelkich śladów laboratorium broni biologicznej US Army ze szpitala.

Dyrektor WHO, Margaret Chan, [ Ach te Małgorzatki,  ta sama od pandemii świńskiej grypy, musiała się dobrze spisać, że jej kontrakt przedłużyli] przeznaczyła sto milionów dolarów na szczepionki przeciwko wirusowi Ebola i namawia do szczepienia wojska.

Zawsze pisałem, że na wojsku testuje się masę leków, ponieważ są tak mądrzy inaczej, że nie widzą negatywnych skutków tych testów. Łatwo z nimi dyskutować, jest to typowa piramida władzy i wystarczy przekonać jedną osobę.

PS1. Jeżeli w środkach masowej dezinformacji, znajdzie się jakiś „uczony”, który zacznie opowiadać dziwne rzeczy na temat tego wirusa, na przykład, że jest bardzo niebezpieczny, że żyje w nietoperzach itd.. to od razu będzie wiadomym jakie ośrodki reprezentuje. Przecież przez ostatnie 35 lat nic o wirusie nie było wiadomo, dopiero jak „szczepionka” pojawiła się na rynku to, ukazały się te rewelacje. To, że taki osobnik jest opłacany z Państwa podatków, nie będzie ulegało najmniejszej wątpliwości. Przecież w tym celu stworzono system przymusowych ubezpieczeń.

PS2. Obencie łatwo sprawdzić kto jest właścicielem prasy wydawanej w Polsce. Jak prasa straszy ebolem to od razu wiadomo kto za tym stoi. Także łatwo określić kto się chce „podczepić” do tych 100 milionów. Wystarczy posłuchać radia czy telewizji. Jak taki osobnik będzie straszył to wiadomodlaczego.

PS3. Proszę bardzo krytycznie podchodzić do informacji zawartych w tzw. niezależnych serwisach zdrowotnych, rozmaitej maści pocztach zdrowia, czy medycynach naturalnych. Zdecydowana większość spośród nich jest prowadzona przez firmy farmaceutyczne. Czasami wystarczy porównać dwa sąsiednie artykuły, wzajemnie sobie zaprzeczające.

Pamiętaj: Leczenie jest zawsze sprawą indywidualną chorego.
Ustawy medyczne służą handlarzom i specsłużbom w lepszym zniewoleniu człowieka [politycznego/ekonomicznego]
W związku z tym, że epidemia ebola trwa 24 godziny przez siedem dni w tygodniu, co prawda w wydaniu medialnym, należy przybliżyć PT Czytelnikowi pewne fakty.

Od czasów cywilizacji greckiej, rzymskiej, zawsze leczenie chorych było sprawą osobistą chorego, lub jego rodziny.

Dopiero w cywilizacji bizantyjskiej w wydaniu pruskim, mniej więcej od 1871 roku stwierdzono, że na tzw. leczeniu można wspaniale zarabiać.

Stworzono więc „specjalizacje”, zwane zdrowiem publicznym. System jest bardzo prosty: okradanie robotnika, pracownika, jest przestępstwem. Ale wmówienie mu, że składka na ubezpieczenie zdrowotne jest jego zabezpieczeniem i doprowadzenie do dobrowolnych ubezpieczeń, już nie jest przestępstwem. Następnym krokiem było wprowadzenie ustawy o przymusie ubezpieczeń, czyli okradaniu w majestacie prawa.

Proszę zauważyć, że taki przymus ubezpieczeń jest egzekwowany energiczniej, aniżeli zadłużenia z innego powodu.

Jeżeli co miesiąc każdy pracujący musi oddać 50% swojego wynagrodzenia, to jest to w skali każdego kraju poważna kwota. Jest więc zrozumiałym, że wyciągają się chciwe ręce, aby z tego worka, zwanego ubezpieczeniem, wykraść jak najwięcej. Temu właśnie służą wszelkiego rodzaju tzw. ustawy zdrowotne.

Zauważ proszę, Szanowny Czytelniku, że nie ma żadnej ustawy o przymusie unieruchomienia złamanej nogi, czy operacji wyrostka robaczkowego. Natomiast specjalizacje, które służby specjalne wykorzystują jako źródło dodatkowego dochodu, czy to ekonomicznego, czy politycznego, zawsze kryją się za określonymi ustawami. Jak to podałem przed paroma miesiącami, psychiatria, czy psychologia, powstały tylko i wyłącznie dlatego, że starsi i mądrzejsi widzieli w nich możliwość prania mózgów mniej wartościowym ludkom tubylczym. Jest rzeczą powszechnie znaną, że żaden psychiatra, czy psycholog, nigdy nie był pociągnięty do odpowiedzialności za błędną diagnozę. A przecież tak naprawdę to diagnozy i opinie tych specjalistów są podstawą wydawania wyroków sądowych. Znam osobiście przypadki, kiedy to „wybitny zespół” specjalistów przyznał dziecko matce, naprawdę chorej kobiecie, a nie ojcu. Kobieta ta po 2 tygodniach w napadzie szału zamordowała to dziecko. Sąd nawet nie kazał oddać wynagrodzenia za tak błędną opinię.

Stąd właśnie w Polsce nowa ustawa o leczeniu chorób psychicznych i oddaniu jurysdykcji w ręce określonych służb. Ustawa ta powstała rzekomo po wypadku wypuszczenia na wolność człowieka, który kogoś tam zabił, a był rzekomo psychicznie chory. Więc z jednej strony mieliśmy pomyłkę sądową, ponieważ skazano wariata, zamiast go leczyć. Mogło też być odwrotnie, wykorzystano pretekst do zamykania ludzi na czas nieokreślony, bez wyroków sądowych. Nie jest to specjalnie trudne w lokalnym wymiarze sprawiedliwości, ponieważ co rusz słyszymy o wieloletnim przetrzymywaniu w więzieniach śledczych ludzi bez wyroku sądowego. I nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Co jest bezpośrednim dowodem istnienia tylko formalnego naszej państwowości.

Dlatego stworzono aż  ok. 300 chorób psychicznych, aby każdego można było dopasować. Jeszcze 80 lat temu znano ich tylko 30!  Stąd pojęcia takie jak „bezobjawowa schizofrenia”, lub „pomroczność jasna”.

Podobnie wygląda sprawa z tak zwanymi epidemiami. Jak to udowadniałem w artykułach dotyczących grypy, odry, czy krztuśca, eksperci zdrowia publicznego uzasadniają swoje wynagrodzenia wydawaniem fikcyjnych opinii. Przykład z czasów ptasiej grypy z 2007 roku. Naprawdę zdechły dwa łabędzie pod Toruniem. Nie zanotowano żadnych innych padnięć dzikich ptaków. Główny Inspektor Sanitarny wyprowadził z kasy 50 000 000 złotych na rzekomą walkę z wirusem. Wybito kilka milionów kur. Straty dodatkowe, to kilkanaście milionów złotych. O wiele groźniejsze było wprowadzenie na rynek polski innych producentów drobiu z zagranicy.

Sprawa świńskiej grypy była już naświetlana wystarczająco jasno. Przypomnę, że Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, a konkretnie p. mgr prof. L.Brydak, natychmiast po zmianie definicji pojęcia „epidemia”, podniosła ceny badań wirusologicznych o ponad 50%.

Okazuje się, że moje wcześniejsze informacje na temat „epidemii wirusa ebola” nie były zbyt dokładne. SPRAWA WIĄŻE SIĘ ZE ZNACZNIE WIĘKSZYMI KWOTAMI.

Po pierwsze: armia amerykańska już na początku bieżącego 2014 roku zaczęła rozwozić po wszystkich stanach specjalne zestawy do badania wirusa eboli. Skąd oni wiedzieli, że za pół roku  rozpocznie się prasowa epidemia wirusa?

Po drugie: kolejnym pytaniem bez odpowiedzi jest podpisanie przez prezydenta Obamę zmodyfikowanego rozporządzenia jeszcze z czasów GW Buscha, dekretu nr 13295, dotyczącego zwalczania tzw. epidemii. Jak państwo widzicie, nawet w tak demokratycznym kraju prezydent rządzi za pomocą dekretów.

Otóż nowe rozporządzenie daje służbom medycznym prawo zamykania i izolacji każdej osoby, u której rozpozna się objawy zakażenia, choćby takie, jak kaszelek, katarek, czy podwyższoną temperaturę. Czas izolacji nie został określony. Służby medyczne mogą używać broni elektromagnetycznej, tj. szokerów – paralizatorów do obezwładniania opornych, w celu ich izolowania, lub podania szczepionki.

Proszę się nie dziwić. „Ludzie na Wiejskiej” podobną ustawę wysmażyli jednogłośnie już rok wcześniej.

Po trzecie: naukowcy z Fortu Direct, specjaliści od broni biologicznej, cały czas przebywali w Sierra Leone. Wirus Ebola został uznany za broń biologiczną, podobnie jak wąglik. Dr Peter W. Walsh z Uniwersytetu  w Cambridge podał: „wirus Ebola jest idealną bronią biologiczną”. Pamiętam, to straszenie sekretariatu Prezydenta Stanów Zjednoczonych, w którym to specjalny zespół „obronny” wychwytywał listy z zawartością wąglika. Prezydent USA otrzymuje  ok. 10 000 listów dziennie, a owi specjaliści od wąglika potrafili bezbłędnie wybrać z pośród tej fury te, które zawierały ”wąglika” Sami przecież tak twierdzali.

Przypomnę, że wirus  Eboli z 1976 roku miał śmiertelność ok. 36%, a dopiero obecnie ma śmiertelność rzędu 60%, chociaż gazety straszą nawet 90%.

I tutaj mamy pierwszy objaw schizofrenii. Najpierw wszyscy wielcy epidemiolodzy twierdzą, że zakazić się można tylko poprzez skaleczenie i krew, a potem gazetowi eksperci, wypowiadają kwestie całkowicie różne, tj. że można się zakazić w dowolny sposób. Nawet przez seks. Czyli odkryto nową chorobę weneryczną? Kiedy kłamią?

Kolejne pytanie bez odpowiedzi brzmi: na jakiej podstawie Departament Obrony, słynne DOD, zapłacił 140 000 000 dolarów firmie Tekmira Ebola, na opracowanie szczepionek przeciwko temu wirusowi. Przecież po pierwsze DARPA, czyli słynna instytucja zaawansowanych technologii Defence Advanced Research Projects Agency, już 2 listopada 2010 roku ogłosiła ustami Cheryl Pellerina, że opracowała szczepionkę przeciwko grypie świńskiej. Szczepionka jest rewelacyjna, przynajmniej z reklam, ponieważ produkowana jest na liściach tytoniu i pozwala na produkcję około 10 000 000 dawek w ciągu miesiąca. Poprzednio potrzeba było na to 9 miesięcy. Co prawda nikt nie wie jak się zachowa RNA roślin w ustroju człowieka i jaki będzie efekt, ale wiadomo, że wojsko stało się jednym z głównych producentów szczepionek. Dlaczego więc wyprowadza 140 milionów dolarów do innej firmy? DARPA została założona przez 2 generałów i 3 bankierów, lub odwrotnie, w roku 1958, jako prywatna instytucja, działająca pod skrzydłami Pentagonu. Firma liczy około 50 pracowników i posiada budżet 5 miliardów [według różnych witryn liczba pracowników wzrasta do 100, plus 140 technicznych].

Projekt Blue Angele był opracowany dla świńskiej grypy. Zakładał wprowadzenie stanu wojennego, w którym podawanie szczepionki będzie obowiązkowe. Czyli jak nie ma wroga, to się go tworzy. A BĘDZIE TO WIRUS. Jest to doskonały wróg, ponieważ jest niewidoczny i nikt nie może kwestionować zaleceń WŁADZY [J.Fedorowicz].

Po drugie, firma Tekmira Ebola, jako swojego głównego partnera biznesowego podaje firmę Monsanto, a za nią stoi przecież znany nam Dupoint.

Po trzecie, dlaczego pokazuje się zespoły epidemiologiczne w strojach z filmów sci-fi, kiedy oficjalnie dyrektor CDC twierdzi, że zarazić się można tylko przez kontakt z krwią i skaleczenie?

Po czwarte, jeżeli jednym ze znanych standardów postępowania w chorobach zakaźnych jest izolacja, to dlaczego Rząd USA przywozi chorych na ebola z Afryki, gdzie Rząd USA posiada odpowiednie szpitale, na przykład w Kenanam, do Stanów Zjednoczonych? Pisałem o tym w części 2.

Obecnie, wbrew twierdzeniom różnych ekspertów żółtego dziennikarstwa, w USA umiera z powodu zakażeń szpitalnych 70 000 ludzi. I jak się okazuje, Rząd nie umie temu zaradzić.

Po piąte, dlaczego taki „wirusolog” jak B. Gates, natychmiast się zaangażował w finansowanie tych szczepionek? Przecież w latach 2011/12 jego szczepionka przeciwko polio, stosowana w Indiach, spowodowała epidemię 47 500 zachorowań dzieci na poliomyelitis [niektórzy twierdzą, że na 61 500], podczas gdy bez szczepionki chorowało tylko około 200 dzieci rocznie. B.Gates & ferajna należy do grupy otwarcie wołającej o depopulację ludności na świecie.

Po szóste, dlaczego Narodowy Instytut Zdrowia – NIH – dał dr Thomasowi Geisbergowi , prof. Uniwersytety w Teksasie [ Medical Branch] 26 000 000 dolarów dotacji na leczenie człowieka lekami i szczepionką Takmira Pharmaceuticals  przed wirusem Ebola?
Dr Dirk Haussecker stwierdził wprost, że wdrożenie leczenia TKM – Ebola już obecnie, nie tylko przyniosłoby korzyści dla deweloperów, tj. sprzedawców tych preparatów, ale miałoby znaczenie dla walki z terroryzmem.

Jeżeli standardem postępowania jest izolacja chorych i kwarantanna dla podejrzanych, to dlaczego tylko w tym roku przewieziono z Hondurasu, czy Gwatemali, ponad 60 000 dzieci w wieku do 11-13 lat, bez zachowania kwarantanny? Przecież te dzieci nie były szczepione na nic, czyli stanowiły olbrzymie niebezpieczeństwo epidemiologiczne dla całego kraju, według CDC i pokrewnych instytucji.

Po siódme, dlaczego pomimo, że szczepionki nie były przetestowane, chcą zacząć je stosować w imię wyimaginowanego „prawa zezwolenia współczucia”, czyli, że lepiej dać cokolwiek aniżeli nic.

Biorąc pod uwagę opublikowany dokument o finansowaniu przez rząd USA eksperymentów na ludziach, poprzez zarażanie na przykład kiłą i nieleczenie tych ludzi, czy wstrzykiwanie pierwiastków promieniotwórczych ciężarnym kobietom, należy krytycznie patrzeć na podawane w prasie informacje. Przypomnę, że cała prasa należy do 6 wydawców. Czyli wystarczy, że 6 panów usiądzie na dwóch kanapach i zdecydują, co wolno pisać, a o czym nie należy wspominać na całym świecie. Oczywiście dzisiaj można to nazwać videokonferencją. Każdy siedzi na swoim fotelu z nosem przed ekranem.

Staram się, jak u Hitchcocka, najciekawsze zostawić na końcu. A co jest najciekawsze?

Otóż okazuje się, że wirus ten jest opatentowany jako „EBO BUN” nr patentu: CA2741523A1!!!

Powyższy patent jest zarejestrowany także jako: US 20120251502 A1, numer zgłoszenia :US 13/125890, Numer PCT/US 2009/062079. Zgłoszenie danych: 24 października 2008. Wynalazca: Jonathan S.Towner &4.

Jeszcze ciekawsze jest to, że właścicielem patentu jest firma jak najbardziej rządowa, opłacana przez podatnika i mająca chronić społeczeństwo, czyli słynne CDC, na które tak często powołują się krajowi urzędnicy, w rodzaju pracowników Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie.

Wnioskodawcami patentu są: Rząd Stanów Zjednoczonych, reprezentowany przez Sekretarza Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, Centrum Kontroli Chorób.

Wynalazek dostarcza ludzkiego Ebola – hEbola- wirusa oznaczonego jako Bundibugyo EboBun, złożony w CDC w Atlancie Georgia, w dniu 26 listopada 2007 roku.

Co to oznacza?

Że bez zgody Rządu USA żadna firma na świecie, żaden kraj, nie może ani opracować testów na te wirusy, ani rozpocząć nawet badań nad lekarstwem na wywoływaną przez nie chorobę.

to się właśnie nazywa monopolem. Jak twierdzi D. Rockefeller, walka z konkurencją jest głupotą.

Brytyjski wirusolog, dr Ben Neuman, z Uniwersytetu of Reading, stwierdził jednoznacznie, że „musi być bardzo duży nacisk społeczny, aby rządy dały pieniądze na szczepionki, liczba chorych jest za mała [ok. 20 rocznie] by firmy zdecydowały się na finansowanie takich projektów”. Dr B.N. dodał także: „Ponieważ wirusy łatwo mutują, aby szczepionki były używane, musi to być prawdziwy koktajl leków”.

Obecna sytuacja jest dobrze przedstawiona jest w filmie „V jak wendeta” z 2006 roku. Oczywiście chodzi o fabułę, a nie scenariusz.

P.S. Jeżeli ebolą nie można zarazić sie drogą kropelkową to dlaczego ta maskarada: unifiedserenity

Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jest jak najbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski 
jjaskow@wp.pl

Źródło:

http://www.polishclub.org/2014/08/11/dr-jerzy-jaskowski-swinska-grypa-ebola-kompleks-militarny-a-farsa-medyczna-czesc-iii/