Kto rządzi światem?

Już za samo zadanie takiego pytania można być posądzonym o jedno z największych przestępstw, jakim jest głoszenie spiskowej teorii dziejów. „Spisek” jest tym kluczowym słowem, które ma paraliżować nasze poszukiwania, kto rządzi światem, a jeśli coś odkryjemy, to abyśmy się nie ważyli tego głosić publicznie. Jeśli zaś ktoś się ośmieli, to skazany zostanie na publiczny ostracyzm, jako osoba nawiedzona i niepoważna.

Mimo tylu zagrożeń, jakie czyhają na zwolenników spiskowej teorii dziejów, warto jednak podać choćby kilka przykładów, gdzie po latach mogliśmy się jednak zorientować, że spisek był. Był spisek między Rosją i Prusami w sprawie rozbiorów Polski, potem dołączyła Austria. Bo to nie było tak, że chaos w Polsce wziął się z wad pijanej szlachty, a nasi wspaniałomyślni sąsiedzi zlitowali się nad nami i postanowili nam pomóc. Oni w tajemnicy przed nami deliberowali, jak Polskę przejąć najmniejszym kosztem, krok po kroku, kęs po kęsie. A pierwszym krokiem było właśnie inspirowanie i podtrzymywanie chaosu. I to im się udało. A nam zafundowali oficjalną wersję, która pokutuje po dziś dzień. Drugi przykład to traktat Ribbentrop-Mołotow podpisany 23 sierpnia 1939 roku w ramach umowy o współpracy między Niemcami i Związkiem Sowieckim. Umowa była oficjalna, ale traktat, który oznaczał po prostu rozbiór Polski, zachowano w tajemnicy. Czy to spotkanie o tak dalekosiężnych skutkach, które odczuwamy również dzisiaj, bo przecież na mocy tego traktatu Sowieci przywłaszczyli sobie 1/3 terytorium II Rzeczypospolitej i nam go nie oddali – to nie był spisek? A Okrągły Stół, który oficjalnie przedstawia się jako definitywny upadek systemu komunistycznego, zwycięstwo „Solidarności” i odzyskanie niepodległości, gdy faktycznie oznaczał przeformowane szyków w ramach układu komunistycznego, dzięki czemu układ ten mógł nie tylko zachować, ale umocnić i poszerzyć swoje wpływy, co również odczuwamy po dziś dzień – czy to nie był spisek? Przykłady takie można mnożyć bez końca.


Na jakiej podstawie pojawia się pytanie: kto rządzi światem? Przede wszystkim na tej, że coraz bardziej iluzoryczna staje się demokracja. Demokracja, która powinna gwarantować suwerenność, a więc i niezależność różnych społeczności w mikro- i makroskali, sprowadza się tylko do możliwości głosowania. Ale to, co dzieje się przed wyborami, w trakcie wyborów i po wyborach, niewiele ma wspólnego z demokracją. Przed wyborami nie każdy chętny do startowania może znaleźć się na liście. Jest ktoś, kto o tym decyduje, choć wyborca nie wie, kto, a i kandydat nie musi wiedzieć. Kampania wyborcza kosztuje, ktoś może sponsorować różnych kandydatów. W trakcie wyborów możliwe są przekręty na wszystkich szczeblach łącznie z komputerową transmisją danych. A wreszcie po wyborach wybrani kandydaci czy partie polityczne dziwnym trafem zapominają (?) o swoim programie wyborczym i realizują zupełnie inny program (a może plan?). Tak było z AWS, tak jest z PO. Skąd ten plan się bierze? Może z zewnątrz? Może od tych, który rządzą światem?

Śmieszne byłoby wskazywanie palcem, kto rządzi światem, nawet jeśli przypadkowo byśmy trafili. Wiadomo, że sprawa jest bardziej skomplikowana, że w grę wchodzą różne podmioty, mniej lub bardziej jawne. Oto przykłady: na czele organizacji ogólnoświatowych znajduje się Organizacja Narodów Zjednoczonych, która posiada swoje jakże ważne agendy obejmujące edukację, naukę, kulturę (UNESCO – United Nations Educational, Scientific and Cultural Organization), handel i rozwój (UNCTAD – United Nations Conference on Trade and Development), rozwój i zdrowie dzieci (UNICEF – United Nations International Children’s Emergency Fund), pomoc obszarom wyzwolonym w Europie i w Azji (UNRRA – United Nations Relief and Rehabilitation Administration), zdrowie (WHO – World Health Organization). A także organizacje ekonomiczne, jak WTO (World Trade Organization), Bank Światowy, OECD (Organization for Economic Cooperation and Development), Klub Rzymski, Rada Stosunków Zagranicznych, Klub Bilderberg i inne. Organizacje te działają w sferze międzynarodowej, ponadnarodowej, światowej, przenikając do systemów legislacyjnych, finansowych, edukacyjnych czy medialnych, wiążąc przez to narody na okres dłuższy niż kadencja posła czy prezydenta. Co więcej, za wzniosłymi nazwami kryć się mogą niebezpieczne praktyki. Na przykład Światowa Organizacja Zdrowia w trosce o zdrowie matki lansuje metody „bezpiecznej aborcji”. Tylko czy poczęte dziecko też jest wówczas bezpieczne? Pytań takich jest więcej.

Zanim sprawdzimy, kto tak naprawdę rządzi światem, warto uświadomić sobie, kto nie rządzi światem lub coraz mniej rządzi i to w tych państwach, w których posiada legalną władzę. Najbardziej porażające jest to, że za fasadą demokracji następuje utrata naturalnej suwerenności człowieka i narodów. A przecież właśnie ta suwerenność powinna być jak najbardziej chroniona. Rządy światem z pominięciem lub przeciwko suwerenności człowieka i narodów muszą wcześniej czy później stać się rządem nad światem, czyli rządem totalitarnym. Na taki rząd nie może być zgody, suwerenności nie wolno się wyrzec.

Loże masońskie a Polska

Członkowie lóż masońskich ujawniają tylko to, co uznają za stosowne. O czyjejś przynależności do wolnomularzy opinia publiczna dowiaduje się zazwyczaj po śmierci danej osoby – najczęściej loża informuje o tym za pośrednictwem któregoś ze swoich czasopism. Wyjątek stanowią ci, którzy sami się do tego przyznają. Jednak o wiele ważniejsze od wskazania konkretnych organizacji masońskich i należących do nich osób jest obserwacja tego, w jakim stopniu ich idee są realizowane oraz jaki mają wpływ na strukturę całego życia społecznego. Hasła wolnomularskie są niezwykle nośne i znajdując bardziej lub mniej świadomych propagatorów, skutecznie niszczą tkankę społeczną naszego Narodu.
Loże: Precz z dogmatami

Na dorocznym zgromadzeniu Wielkiego Wschodu Francji w 1990 r. wielki mistrz tej loży Jean-Robert Ragache powiedział: „Nie chciałbym, aby na Wschodzie marksizm zastąpiony został przez katolicyzm. Należy powołać w krajach, gdzie upadł komunizm, silną organizację masońską, która stanie na drodze klerykalizacji. Nie można dopuścić, aby dogmatyzm triumfował. W ostatnim czasie powołane zostały do życia loże w Pradze, Brnie i Pilznie. Czyni się usilne starania, by zrobić to samo w Polsce. Niestety, plany obudzenia lóż w Warszawie, Krakowie i Łodzi napotykają wielkie trudności ze względu na istnienie dobrze zorganizowanego katolicyzmu”. Cytat ten dobitnie świadczy o tym, że w czasie transformacji ustrojowej Polska znalazła się na celowniku organizacji masońskich, traktujących Kościół jako rywala i przeszkodę, którą należy usunąć.

Po wyborach w 1993 r., kiedy po czterech latach władza znów wróciła w ręce komunistów, w najważniejszym masońskim czasopiśmie masońskim „Ars Regia” został ujawniony fakt, że masoni polscy inspirowani przez Wielką Lożę Kopernik w Paryżu dążyli do uzyskania jak największego wpływu na działania „Solidarności”. Osiągnęli to poprzez Komitet Obrony Robotników, którego członkowie będący masonami, m.in. Jan Józef Lipski, Ludwik Cohn czy Karol Modzelewski, stali się doradcami „Solidarności”. Motywem była chęć łatwego sterowania ruchem robotniczym, który nie posiadał własnych teoretyków, ideologów ani strategów społecznych.

Oczywiście masoneria działała na terenie Polski dużo wcześniej. Bardzo wymowne dane, opublikowane w książce Jana Ludwika Hassa „Loże, losy, ludzie. Masoneria XX wieku”, pochodzą z okresu II Rzeczypospolitej. W latach 1918-1945 liczba wszystkich masonów w Polsce wynosiła około 500. Na szesnaście ekip rządowych w latach 1926-1939 na czele aż trzynastu stali wolnomularze. Masonami było również czterech prezydentów w okresie 1918-1945. Natomiast na ogólną liczbę wszystkich 550 stanowisk ministerialnych aż 220 razy tekę obejmował mason. Ciosem dla międzywojennej masonerii był dekret prezydenta Ignacego Mościckiego z listopada 1938 roku, który zakazywał organizacjom wolnomularskim działalności na terenie Polski i przewidywał karę pięciu lat więzienia za przynależność do tego typu tajnych organizacji. Działalność wolnomularzy oceniono jednoznacznie jako zagrożenie dla polskiej państwowości.
Po wojnie loże oficjalnie nie wznowiły działalności, a wielu masonów zaakceptowało komunistyczną rzeczywistość, składając akces do nowych władz. Tradycyjnie matecznikiem wolnomularzy było Stronnictwo Demokratyczne, w którym bracia lożowi sprawowali kierownicze funkcje. Charakterystyczne, że w całym okresie PRL żaden z masonów nie był represjonowany przez bezpiekę z powodu swojej przynależności do wolnomularstwa (tak samo zresztą było podczas II wojny światowej), chociaż służby prowadziły inwigilację tego środowiska.

Część masonów rytu szkockiego skupiła się w działającym oficjalnie w latach 1955-1962 Klubie Krzywego Koła. Czołową postacią był w nim Jan Wolski, działacz ruchu spółdzielczego i członek przedwojennej warszawskiej loży „Kopernik”. W Klubie udzielali się m.in. Władysław Bartoszewski, Paweł Jasienica, Leszek Kołakowski, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Jadwiga Staniszkis, Adam Michnik, Jan Olszewski, Antoni Słonimski, Jerzy Urban. Masońscy członkowie traktowali Klub Krzywego Koła jako szansę na odnowienie polskiej masonerii. Stało się to 12 lutego 1961 roku. Mieczysław Bartoszkiewicz i siedmiu innych wolnomularzy posiadających stopień mistrza obudziło warszawską lożę-matkę „Kopernik”. Tydzień później został do niej przyjęty Jan Józef Lipski, prezes Klubu Krzywego Koła, przyjaciel domu rodziców Jarosława i Lecha Kaczyńskich. W latach 1962-1975 do loży byli przyjęci: Jan Olszewski, Ludwik Cohn, Jan Kielanowski, Edward Lipiński, Antoni Słonimski.

Brat byłego prezydenta Francji, wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji Jacques Mitterrand powiedział kiedyś, że największym sukcesem masonerii jest wprowadzenie do filozofii współczesnej nowej kategorii myślenia zawartej w słowach „być może”. Kategoria ta została zrównana z kategoriami logicznymi „tak” i „nie”. I to, zdaniem teologów, jest największa szkoda, jaką masoni wyrządzili w kulturze duchowej Europy. – Coraz mniej jest pewności i przekonania, że coś jest prawdą albo kłamstwem. Kategoria „być może” ma wszystko podsumowywać, zbierać, gromadzić – wskazuje ks. prof. Andrzej Zwoliński, znawca tematyki sekt i zagrożeń duchowych. To podejście typowe również dla ruchu New Age, który najprawdopodobniej ma swoje korzenie właśnie w masonerii. Wolnomularze marzą o nowej erze i nowym człowieku mającym świat do swojej dyspozycji. Kreują nową antropologię, jednocześnie zaciemniając i spychając na margines prawdy tradycyjne.

Metody walki ze starym światem

Celem masonerii jest władza. Finanse są narzędziem do jej zdobycia. Metody mające służyć zmianie zastanego świata zostały ujęte w ustaleniach wielkiego zjazdu wielkich lóż Wielkiego Wschodu, który odbył się w 1922 r. w Genewie. Należą do nich: popieranie ruchu sekciarskiego (na początku XX w. na świecie działało około tysiąca sekt, teraz jest ich 200 tys., a zdaniem niektórych – nawet 300 tys.); popieranie organizacji wolnomyślicielskich, będących źródłami haseł zmieniających tradycyjne oblicze nauki oraz struktury społecznej; popieranie organizacji teozoficznych (ezoterycznych, utajnionych); zwalczanie szkoły religijnej (walka o przejęcie władzy duchowej nad człowiekiem); dążenie do rozdziału Kościoła od państwa; dążenie do wprowadzenia rozwodów i ślubów cywilnych (uderzenie w rodzinę jako najważniejszy bastion utrzymania tradycyjnych wartości).
– W tych metodach chodzi o „rozwodnienie” oraz podzielenie tego, co było wcześniej jednorodną wspólnotą – komentuje ks. prof. Zwoliński.

Stosowane przez masonów środki walki ze starym porządkiem świata są dobrze znane. Należą do nich pieniądze, seks, opanowanie ośrodków uniwersyteckich, szczególnie wydziałów psychologicznych oraz historycznych, które kształtują sposób myślenia o sobie i o naszej przeszłości. Wykorzystując autorytet nauki, bardzo łatwo wmówić człowiekowi, że np. hedonizm jest prawem każdej jednostki i powinien być ostatecznym celem jej dążeń. A to już wystarczy, żeby stworzyć nowego człowieka.
Inna niezwykle skuteczna metoda to przyjmowanie roli szarej eminencji. Taka powiązana z masonerią osoba, nie afiszując się, zostaje ekspertem, specjalistą bądź doradcą, przez co ma realny wpływ na podejmowane w obrębie danego państwa czy wspólnoty decyzje polityczne i gospodarcze.

Bardzo ważnym i być może najskuteczniejszym elementem walki o władzę jest jednak przejęcie przez masonów kontroli nad środkami społecznego przekazu. Najbardziej niebezpieczna jest działalność świadomych bądź nieświadomych sympatyków masonerii w różnego typu mediach.

Każdy sam może sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile założenia wolnomularzy udaje się im zrealizować w naszym kraju. Czy jednak postulaty te realizują tylko i wyłącznie masoni? Oczywiście, że nie. Wystarczy, że ktoś znajduje się pod wpływem ich idei. Przykładem są nauczyciele, którzy bezmyślnie wprowadzają w swoich szkołach np. zwyczaje związane z satanistycznym Halloween. Wpływy tego typu są najbardziej niebezpieczne, a propagują je głównie ludzie w naukach o masonerii określani jako tzw. biała masoneria.

Loże i „przedszkola”

W Polsce działają loże masońskie oraz organizacje paramasońskie, czyli takie, których członkowie wprawdzie do masonerii nie przynależą, ale sposób ich działania wskazuje na ścisłe z nią powiązania. Wśród lóż masońskich można wyróżnić dwa rodzaje rytów. Pierwszy to masoneria rytu szkockiego. Według tego rytu działa Wielka Loża Narodowa Polski, której wielkimi mistrzami po roku 90. byli m.in. Tadeusz Gliwic, Janusz Maciejewski, Tadeusz Cegielski, Ryszard Siciński. Aktualnie tę funkcję piastuje Aleksander Kalinowski. W obrębie WLNP działają inne loże w największych polskich miastach, takie jak: loża-matka „Kopernik” w Warszawie, Przesąd Zwyciężony w Krakowie czy Świątynia Hymnu Jedności w Poznaniu.

Druga obediencja to masoneria rytu francuskiego, którą reprezentuje Wielki Wschód Polski. Do WWP należą takie loże jak: Wolność Przywrócona, Nadzieja w Warszawie czy loża Galileusz w Bydgoszczy. Mistrzami WWP byli: Andrzej Nowicki (teść wicemarszałek Sejmu Wandy Nowickiej), wicepremier w latach 80. Zbigniew Gertych, literat Piotr Kuncewicz, a od 2007 r. jest nim Waldemar Gniadek.

Oprócz tego, że masoneria rytu francuskiego jest powiązana z komunistami oraz z polskimi i rosyjskimi wojskowymi służbami specjalnymi, wiadomo było o niej bardzo niewiele. Do niedawna, bo w ostatnich latach masoneria ta bardzo się zaktywizowała, przez co pojawiło się również wiele nowych informacji na jej temat. Z perspektywy czasu widać, że znaczna część działań WSI w sferze polskiej polityki, gospodarki i mediów były działaniami masonerii rytu francuskiego.

Wymienić należy również loże okultystyczne – działającą na Śląsku Lożę Orła Białego oraz Różokrzyżowców, którzy od masonerii różnią się jedynie pod względem organizacyjnym.
Działalność Różokrzyżowców w Polsce nasiliła się w ostatnich latach. Dążą oni do przekształcenia chrześcijaństwa w swego rodzaju kabałę, będącą w rzeczywistości kultem człowieka i szatana.

W 2007 r. w Warszawie odrodziła się loża żydowska B’nai B’rith, której działalność przerwał wspomniany powyżej dekret prezydenta Ignacego Mościckiego z 1938 roku. Co ciekawe, ta najstarsza międzynarodowa organizacja żydowska, która za główny cel swoich działań uważa zwalczanie rasizmu, dyskryminacji rasowej i antysemityzmu oraz obronę praw człowieka, za najważniejszy problem w Polsce uznała „kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam”. Radość z powodu reaktywowania polskiego odłamu B’nai B’rith w imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyraziła podsekretarz stanu Ewa Junczyk-Ziomecka. Prezesem loży od 2009 roku jest Jarosław Józef Szczepański, dziennikarz, były doradca medialny Bronisława Komorowskiego; gdy w 2007 r. Komorowski został marszałkiem Sejmu, Szczepański objął funkcję dyrektora Biura Prasowego Kancelarii Sejmu.

Do najbardziej znanych organizacji paramasońskich w Polsce, zwanych przedszkolami dla przyszłych masonów, należą: Rotary Club, Lions Club, Soroptymistki oraz YMCA, czyli Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (z ang. Young Men’s Christian Association). Organizacje te mają za cel wychowanie i kształtowanie osób, które mogą w przyszłości zasilić szeregi wolnomularzy. Ich zadaniem jest również wywieranie wpływu na polskie elity polityczne, gospodarcze i kulturowe.

Nieformalnym stowarzyszeniem działającym na podobnych zasadach jest Klub 22, utworzony przez Henrykę Bochniarz, zwany jest masonerią w spódnicach. Wśród klubowiczek przewijają się nazwiska znane z pierwszych stron gazet: Hanna Gronkiewicz-Waltz, Danuta Hübner, Magdalena Środa, Barbara Labuda, Bożena Walter, Nina Terentiew. Klub uchodzi za organizację elitarną i wpływową, w dużej części przyczynił się np. do zorganizowania feministycznego Kongresu Kobiet. Zaproszenie na spotkania w Klubie przyjmują najważniejsi politycy, m.in. Donald Tusk, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski.

Dla tych, którzy nie wierzą w przypadki, interesujący może wydawać się fakt, że 14 lipca 2006 r., w rocznicę zburzenia Bastylii i rozpoczęcia rewolucji francuskiej, zainicjowanej przez masonerię, został zaprzysiężony rząd Jarosława Kaczyńskiego.

Do swoich związków z masonerią przyznaje się znany polski publicysta Bronisław Wildstein (m.in. wielki mistrz krakowskiej loży „Przesąd Zwyciężony”). Jak powiedział w jednym z wywiadów, nie wstydzi się tego. „Z działalności w loży zrezygnowałem, bo nie sądzę, by ona miała dziś specjalną wartość. Dziś jestem bardziej krytyczny wobec tego typu działań” – deklarował Wildstein.

Usypianie czujności

Do kształtowania nowego człowieka masoni konsekwentnie wykorzystują również kulturę. W lipcu 2012 r. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie było organizatorem wystawy w całości poświęconej sztuce królewskiej masonerii. Natomiast na przyszły rok planowana jest wystawa o masonerii w stołecznym Muzeum Narodowym. Jednym z jej elementów będzie przejście przez „inicjację” masońską.

Ujawnianie pewnych faktów z życia wolnomularzy ma najczęściej na celu pokazanie ogromnych wpływów, jakimi dysponują loże masońskie, oraz oswojenie opinii publicznej, czyli pokazanie, że masoneria nie jest niczym złym, wprost przeciwnie – zajmuje się głównie działaniami charytatywnymi i dobroczynnymi. Ma temu służyć również otwarty w tym roku w Warszawie Instytut „Sztuka Królewska w Polsce”, który za swój cel przyjął szerzenie idei masońskich. W zarządzie zasiada m.in. wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, wielki mistrz honorowy Wielkiej Loży Narodowej Polski oraz redaktor naczelny czasopisma „Ars Regia” prof. Tadeusz Cegielski, zaś jednym z członków komisji rewizyjnej jest dziennikarka Barbara Mirosława Dołęgowska-Wysocka, mistrzyni warszawskiej loży żeńskiej Prometea, a zarazem żona Adama Witolda Wysockiego, wielkiego edytora Wielkiego Wschodu Polski, redaktora naczelnego i wydawcy „Wolnomularza Polskiego”. W planach jest również utworzenie wolnomularskiej biblioteki, muzeum, centrum badań oraz archiwum.

Z pewnością nie można bagatelizować zagrożeń związanych z masońską aktywnością, która ma służyć zakłamywaniu prawdziwego wizerunku i celów masońskich organizacji. Ale przynajmniej uświadamiają one ludziom, że masoneria istnieje naprawdę. A tym, którym wolnomularze jawią się tylko jako ubrani w fartuszki panowie z kielnią w ręku, warto przypomnieć, że katolik wstępujący do loży masońskiej dopuszcza się zdrady istoty chrześcijaństwa i podlega ekskomunice. W ciągu niecałych trzystu lat istnienia masonerii Kościół powtórzył to ponad czterysta razy w encyklikach i innych dokumentach Magisterium Kościoła.

Niewidzialna pajęczyna
Na naszych oczach historia gwałtownie przyspiesza. Świat przypomina coraz bardziej niespokojny wulkan: kryzys pożera kolejne ofiary, przez całe połacie globu przetaczają się rewolucje, przewroty obalają rządy i władców, kreując nowych demiurgów. Ktoś powie: zawsze tak było. Ale można też zapytać inaczej: czy ktoś destabilizuje celowo świat, realizując jakiś znany tylko wtajemniczonym plan? Jakakolwiek nie padłaby odpowiedź, wiadomo, że efektem takiego działania będzie wielki, totalny, wielopłaszczyznowy kryzys, ponieważ, jak pisał Vittorio Messori:

„Staranie się o utopijny Eden zawsze prowadzi do konkretnego piekła”.

Loże a rozbiory Polski

Tajemnicą poliszynela jest, że loże wolnomularskie, realizując swoje cele, inicjują pewne procesy historyczne czy istotne dla danego kraju, czy nawet całej Europy wydarzenia. Ich dziełem, a konkretnie międzynarodowej loży Lodge de Propagande, była rewolucja francuska. To oni wynieśli do władzy Napoleona Bonapartego i inicjowali wojny, które prowadził cesarz, rozprzestrzeniając po świecie wraz ze swoją armią struktury masońskie. W ten sposób powstały między innymi silne loże w Rosji i Hiszpanii. Bracia spod znaku cyrkla i kielni należący do międzynarodowej loży o nazwie Okrągły Stół, której siedzibą była Saksonia, planowali i przygotowywali rozbiory Polski; dużo na ten temat pisał polski historyk okresu międzywojennego Kazimierz Marian Morawski w swojej pracy pt. „Źródło rozbioru Polski”.

Zdecydowana większość osób, których nazwiska możemy znaleźć w podręcznikach historii dotyczących kolonizacji kontynentu amerykańskiego i powstania USA, w tym również tzw. ojcowie założyciele, było masonami wysokiego stopnia. Do loży należał pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych George Washington, a w ślad za nim na najwyższy urząd w państwie w większości obierano braci lożowych. Wymowny jest choćby fakt, że 55 z 56 sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości i 30 z 33 generałów brygady Washingtona należało do masonerii. Wszędzie tam, gdzie tylko pojawiali się koloniści brytyjscy, powstawały lokalne loże masońskie, by tworzyć masońskie państwo idealne – Nową Atlantydę. Jego budowę, według jeszcze starożytnych wzorów opisanych przez Platona w rozprawie „Kritias”, zapowiadał w swoim dziele angielski filozof Francis Bacon. Dokonując opisu Atlantydy, Platon podkreślał, że jej władcy i obywatele byli głęboko przekonani, że ich cywilizacja, kultura i ustrój polityczny są najdoskonalsze w historii i należy zaszczepiać je innym narodom. Takie poczucie swojej wyższości i poczucie cywilizacyjnej misji zawsze było w USA pielęgnowane, głoszone i realizowane w polityce zagranicznej. Platon brał pod uwagę społeczeństwo panów, którzy nie będą pracować fizycznie – pracę za nich wykonają niewolnicy pochodzący z zewnątrz. Czy nie stało się tak w wypadku USA, gdzie tymi mędrcami mieli być odpowiednio dobrani ludzie stanowiący WASP (White Anglo-Saxon Protestant – biali anglosascy protestanci), a niewolnikami w pierwszym okresie czarnoskórzy, a potem imigranci? Niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych istniało formalnie aż do 1865 r., kiedy to powstała 13. poprawka do konstytucji znosząca je. Czarnoskórzy traktowani byli jednak nadal faktycznie jak niewolnicy aż do lat 60. XX wieku. Stosunek „prawdziwych” Amerykanów (WASP) do innych białych oddaje świetnie nazwa, jaką stosowano wobec nich jeszcze w XX w.: PIGS (Poles-Italians-Greeks-Slaves). Warto podkreślić, że określając jako świnie (pigs) inne nacje, w pierwszym rzędzie wskazywano na Polaków.

Sieć powiązań

Masoneria intensywnie pracowała też nad zniszczeniem Rosji i utworzeniem w jej miejsce swojego państwa. Efektem tej pracy była rewolucja październikowa. Masonom nie udało się jednak do końca zrealizować swoich celów. Cud nad Wisłą 1920 roku zatrzymał pochód rewolucji bolszewickiej, a masońskie wpływy we władzy komunistycznej nie okazały się tak znaczne, jak to było planowane. Jednak masoneria nigdy nie przestała trzymać tu ręki na pulsie. Mówi o tym dziś głośno i pisze w swoich publikacjach Aleksander Dugin, jeden z doradców Putina, umieszczany w Rosji na liście najbardziej wpływowych w tym kraju osób na 36. pozycji. Dugin uważa, że GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy – służby wywiadowcze armii rosyjskiej), który stanowi w Rosji od lat międzywojennych XX w. do dziś jedną z najbardziej wpływowych organizacji, był zawsze tajnym zakonem okultystycznym i że organizacja ta dbała i dba o to, by Rosja realizowała plan tworzenia rządu światowego. Jednym z etapów realizacji tego celu jest utworzenie pod egidą Rosji bloku eurazjatyckiego. W tej konstelacji nowego ładu światowego nie ma miejsca na niepodległą Polskę – o likwidacji naszej państwowości we współpracy Niemiec i Rosji mówi głośno wspomniany Dugin.

Wpływy masonerii w innych krajach również były i są olbrzymie. Loże wolnomularskie starają się dotrzeć na szczyty władzy, wysuwając swoich członków na najwyższe urzędy w danym państwie. Na przykład we Francji obejmują z reguły urząd prezydenta, ministra oświaty i ministra spraw wewnętrznych, co zapewnia im kontrolę nad edukacją, czyli młodym pokoleniem, i wgląd w struktury administracyjne. W Wielkiej Brytanii ujawniono pod koniec XX w. masońskie manipulacje w aparacie sprawiedliwości, co doprowadziło do uwięzienia wielu niewinnych osób. Efektem tego była lustracja antymasońska obejmująca wszystkich urzędników wysokiego szczebla, wymiar sprawiedliwości, policję, służby specjalne, a nawet radnych.

We Włoszech Loża P2, jak to udowodniono, próbowała w latach 80. XX w. obalić siłą demokratycznie wybrany rząd. Gdy ujawniono większość jej członków, okazało się, że masoni w znacznej mierze kontrolowali media, wymiar sprawiedliwości i niektóre partie polityczne.

Wpływy, siły, państwa i organizacje różnego typu współpracujące ze sobą w celu wywierania wpływu na losy świata miały różny, często partykularny charakter. Bezsprzecznie jednak podstawową i najbardziej znaczącą siłą była masoneria, której znaczenie wciąż wzrastało, a jej rola dzisiaj jest dominująca.

Korporacje jak państwa

W 1955 r. Charles Wilson, kandydat prezydenta Dwighta Eisenhowera na sekretarza obrony USA, a wcześniej prezes General Motors, zapytany w Kongresie o możliwy konflikt interesów, wypowiedział słynne zdanie: „Co jest dobre dla General Motors, jest dobre dla Ameryki”. Dominująca na rynku motoryzacyjnym firma była wtedy symbolem swego kraju i zatrudniała kilkadziesiąt tysięcy Amerykanów. W efekcie powszechnego przekonania o zbieżności interesów wielkiego koncernu, państwa i społeczeństwa, słowa Wilsona przyjęte zostały przez jego rodaków z wyrozumiałością.
Po ponad pięćdziesięciu latach, w związku z postępującą globalizacją, największe przedsiębiorstwa utraciły narodowy charakter. Zarządy międzynarodowych koncernów otwarcie przyznają, że są w stanie realizować własne plany, nawet gdyby były one sprzeczne z interesami państw. Symbolem tych zmian może być wypowiedź szefa rady nadzorczej Intela Craiga Barretta: „Intel może znakomicie funkcjonować, nie zatrudniając ani jednego Amerykanina”.

Światowe rekiny

Wielkie międzynarodowe korporacje systematycznie umacniają swoją pozycję w światowej gospodarce. Dostęp do rynków zbytu na wszystkich kontynentach, najnowocześniejsze technologie, wykwalifikowane kadry, tanie kredyty, niższe od konkurencji koszty produkcji i marketingu, wpływy polityczne wykorzystywane w celu uzyskania korzystniejszych warunków prowadzenia działalności gospodarczej, niższe podatki, państwowe ulgi, dofinansowania… Przyczyny dominacji koncernów nad mniejszymi firmami znane są od lat. Dzięki licznym przewagom konkurencyjnym wielkie korporacje kwitną nawet w czasie kryzysu!

W czołówce rankingów największych firm świata najliczniej reprezentowani są przedstawiciele trzech wielkich branż: bankowość i usługi finansowe, petrochemia, informatyka i telekomunikacja. Najpotężniejsze przedsiębiorstwa mogą się pochwalić wartością sprzedaży wyższą od produktu krajowego brutto większości krajów Unii Europejskiej! Wartość obrotów koncernów paliwowych Royal Dutch Shell i Exxon Mobil czy amerykańskiej sieci supermarketów Wal-Mart Stores porównywalna jest do wartości produktu krajowego brutto Polski (ok. 1,5 bln zł).
Choć zgodnie z wycenami na światowych giełdach najbardziej wartościową spółką świata jest informatyczny koncern Apple, to w opiniach ekspertów najsilniejszą pozycję ma cieszący się nadzwyczajnymi względami polityków sektor bankowy. O sile jego wpływów Polska miała okazję przekonać się na skutek ataku spekulacyjnego na naszą walutę. Do przeprowadzenia tej operacji w 2009 roku przyznał się bank inwestycyjny Goldman Sachs.
Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że atakująca złotego instytucja była wówczas… doradcą polskiego rządu przy prywatyzacji Polskiej Grupy Energetycznej. Gdy ówczesny minister skarbu Aleksander Grad nie stawił się na jedno ze spotkań w siedzibie banku w Londynie, część komentatorów ekonomicznych żartowała, że jego niesubordynacja może być zapowiedzią rewanżu polskiego rządu za atak na złotego, zaś Goldman Sachs nie będzie „pomagał” w prywatyzacji PGE, przez co utraci kilkadziesiąt milionów złotych.

Nieprzyjemna sytuacja została jednak szybko załagodzona przez polski rząd. „Na prośbę przedstawicieli Goldman Sachs minister skarbu Aleksander Grad spotkał się we wtorek z prezesem banku Goldman Sachs, odpowiedzialnym za Europę Środkowo-Wschodnią. Prezes wyraził żal z powodu zaistniałej sytuacji; jednocześnie oświadczył i zapewnił polskiego ministra skarbu, że bank nie spekulował na polskiej walucie” – wyjaśnił rzecznik ministerstwa, a „obustronnie korzystna współpraca” mogła być już bez przeszkód kontynuowana.

Sympatia przywódców państwowych wobec największych koncernów ma czasem wymierne, finansowe podstawy. Najsłynniejszym przykładem tego typu jest biznesowa kariera byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera w zaopatrującej niemal całą Europę w gaz rosyjskiej firmie Gazprom. Jednak nawet na „peryferyjnym” polskim rynku znane są przykłady przywódców skuszonych ofertami międzynarodowych koncernów. Były premier Polski Kazimierz Marcinkiewicz do dziś pracuje dla banku Goldman Sachs, zaś inny były szef polskiego rządu Jan Krzysztof Bielecki przez kilka lat inkasował po kilka milionów złotych jako prezes zarządu w polskim banku zarządzanym przez włoski UniCredit.

Sojusze biznesowo-polityczne

Wspieranie wielkich koncernów szczególnie przybrało na sile od czasu ogłoszenia ogólnoświatowego kryzysu finansowego. Proceder przepompowywania przez polityków pieniędzy z kieszeni podatników na konta bankierów, choć niezbyt popularny wśród wyborców, u przedstawicieli medialno-politycznych elit zyskał powszechną akceptację. „Nie mówimy o bankach, tylko o sytuacjach, w których unika się upadłości wielkiej instytucji ze względu na konsekwencje dla całej gospodarki” – tłumaczą takie działania autorytety medialne na całym świecie. O układzie sił panującym pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami publicznej pomocy dla wielkich instytucji finansowych świadczą zarówno wydarzenia w państwach strefy euro, jak i w USA. Rządy nieustannie zadłużają swe państwa, a „ratowane” banki rosną w siłę!

– Raczej nie odzyskamy pieniędzy wydanych na ratowanie banków – przyznał w wywiadzie dla telewizji BBC wiceprezes Bank of England John Gieve. – Obawiam się, że nasz naród nigdy nie dowie się, gdzie są te pieniądze – dorzucił zza oceanu amerykański kongresman Scott Garrett. A co na to sami obdarowani? Jak wielkie korporacje radzą sobie z przejadaniem pieniędzy podarowanych im przez obywateli? – Trochę pożyczyliśmy, trochę nie, w zasadzie nie księgowaliśmy tych kwot – informował dziennikarzy Associated Press Thomas Kelly z banku JP Morgan.

O lekceważącym podejściu finansistów do problemów zadłużonych klientów – w tym także zadłużonych państw – najlepiej świadczą słowa wypowiedziane w jednym z wywiadów telewizyjnych przez byłego szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej (FED) Allana Greenspana. Informacje o bilionach dolarów długu nie zrobiły na wielkim mistrzu światowych finansów większego wrażenia.
– USA są w stanie spłacić każdy dług, gdyż zawsze mogą dodrukować więcej pieniędzy – stwierdził beztrosko Greenspan, sugerując, że dalsze zwiększanie zadłużenia społeczeństwa wobec FED nie powinno być dla dłużników większym problemem.
Wieloletni szef banku (mającego prawo nieograniczonej emisji waluty) musiał zdawać sobie sprawę z faktu, że wydrukowanie przez jego byłą instytucję kolejnych bilionów dolarów, przeznaczonych na kolejną pożyczkę (!) dla rządu USA, nie oznacza dla przeciętnego Amerykanina spłaty długu, ale… zwiększenie zadłużenia o wyemitowany kapitał i należne odsetki.

Wojna z „przeludnieniem”

Poza lobbowaniem we własnych interesach przedstawiciele największych światowych korporacji wykazują się też zaskakującą aktywnością we wspieraniu inicjatyw politycznych lewicy. Szczególnie chętnie walczą z rzekomym przeludnieniem na świecie. W dyskusjach nad skutecznym ograniczeniem liczby ludności na świecie regularnie biorą udział medialno-biznesowe gwiazdy największego formatu: David Rockefeller, Ted Turner, Oprah Winfrey, Warren Buffett, George Soros czy Michael Bloomberg. Fundacja „charytatywna” prowadzona przez założyciela korporacji Microsoft Billa Gatesa i jego żonę Melindę przekazała w latach 1998-2006 kwotę 12 mln dolarów organizacji propagującej popieranie aborcji wśród amerykańskich nastolatków – Planned Parenthood Federation of America. International Planned Parenthood, propagująca aborcję w krajach Trzeciego Świata, otrzymała 21 mln dolarów. Jak podaje grupa Life Decisions International, największą pozarządową organizację aborcyjną na świecie wspierają też między innymi JP Morgan Chase, Johnson & Johnson, Bank of America, Danone, UBS, Adobe czy Sheraton. Bill & Melinda Gates Foundation propaguje stosowanie szczepionek w celu drastycznego zmniejszenia liczby ludności na świecie. Miałoby to spowodować… ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Rządzi Goldman Sachs?

Ekonomiści poszukujący przyczyn światowego kryzysu zadłużenia, podobnie jak politycy, najczęściej nie zauważają związku pomiędzy rosnącymi długami państw i coraz większymi aktywami największych korporacji. W Europie najpopularniejszym wytłumaczeniem problemów gospodarczych kontynentu jest dziś maleńka Grecja. Podobno na skutek oszustw greckich przywódców (fałszowali statystyki dotyczące sytuacji ekonomicznej) kraj znalazł się w recesji, a następnie wciągnął w spiralę zadłużenia pozostałe kraje strefy euro. Eksperci ekonomiczni piętnujący Grecję i jej rząd z reguły nie komentowali równie bulwersujących oszustw, jakich dopuszczali się przedstawiciele najpotężniejszych instytucji finansowych. Nie zauważali, że nawet potężny (?) grecki rząd nie byłby w stanie własnymi siłami wywołać kryzysu o ogólnoświatowym zasięgu. – Rządy nie rządzą światem. Światem rządzi Goldman Sachs – wytłumaczył brytyjskim dziennikarzom w telewizji BBC jeden z tamtejszych maklerów Alessio Rastani.

Ponad dwa lata temu amerykańska komisja papierów wartościowych (SEC) odkryła, że to właśnie Goldman Sachs, jeden z największych banków inwestycyjnych świata, oszukiwał swych klientów i świadome wciskał im bezwartościowe obligacje oparte na rynku kredytów hipotecznych. Czy w efekcie tych wydarzeń nieuczciwa firma zbankrutowała? Czy oszuści znaleźli się w więzieniach? Nie. Jedynym efektem afery była… ugoda między SEC i Goldman Sachs, zgodnie z którą nieuczciwy bank zapłacił 550 milionów dolarów kary za wprowadzanie klientów w błąd. Trudno podejrzewać, aby ta sytuacja wywołała skruchę i postanowienie poprawy u nieuczciwych bankierów.

Nawet jeśli prowokacyjne oceny Rastaniego robią wrażenie znacznie przesadzonych, to trzeba przyznać, że międzynarodowe korporacje nadspodziewanie często mogą liczyć na życzliwość i wsparcie ze strony światowych przywódców.

Globalna sieć wpływów

Wiele osób lekceważy wpływ i działalność ponadnarodowych, pozarządowych organizacji, twierdząc, że to political fiction. Jednak faktem jest, że miliarder George Soros, uczestnik spotkań Klubu Bilderberg, stworzył sieć organizacji wpływających na życie publiczne w Europie Środkowej. Faktem jest również, że minister Jacek Rostowski uczestniczył w tym roku w posiedzeniu Bilderbergu, zaś większość rady nadzorczej spółki Agora zasiada w ponadnarodowej Komisji Trójstronnej, a były członek tej grupy Janusz Palikot często jest pozytywnym bohaterem „Gazety Wyborczej”. Jaki jest wpływ nieformalnych grup na życie polityczne, społeczne, gospodarcze świata i Polski?
Soros strąca prezydentów
W Polsce najlepiej znana jest sieć instytucji George’a Sorosa, amerykańskiego miliardera i spekulanta. Soros pochodzi z Węgier, skąd uciekł na Zachód w 1946 roku. Dorobił się ogromnego majątku na spekulacjach giełdowych. W 1992 r. doprowadził do obniżenia wartości angielskiego funta, w konsekwencji Bank Anglii wycofał swoją walutę z Mechanizmu Kursów Walutowych. Pięć lat później premier Malezji oskarżył Sorosa o załamanie waluty tego kraju.
Soros propaguje idee tzw. społeczeństwa otwartego, w latach 50. uczestniczył w London School of Economics w seminariach Karla Poppera, jednego z popularyzatorów tego pojęcia. Sponsorował wiele instytucji w Europie Środkowej, np. Uniwersytet Środkowoeuropejski w Budapeszcie i Fundację im. Stefana Batorego w Polsce. Ta ostatnia została zarejestrowana jeszcze w czasach PRL, w maju 1988 roku. Była pierwszą prywatną fundacją w PRL, co stanowiło ewenement, gdyż w latach 80. komuniści nie zgodzili się na utworzenie, pod auspicjami Episkopatu Polski, Fundacji Rolniczej. Fundacja Batorego była finansowana przez Instytut Społeczeństwa Otwartego.

Soros pomagał także lewicowej opozycji w PRL, np. przekazał pieniądze na zakup komputerów dla nielegalnego pisma „Tygodnik Mazowsze”. Po Okrągłym Stole redakcja tego podziemnego biuletynu stała się trzonem oficjalnej „Gazety Wyborczej”, a komputery „Tygodnika Mazowsze” służyły w nowo utworzonej redakcji. Ważniejsza była działalność Sorosa w Polsce podczas transformacji ustrojowej, pod koniec PRL. Doradca premiera Mazowieckiego Waldemar Kuczyński ujawnił, że faktycznym autorem terapii Balcerowicza był właśnie Soros. Szokowe zmiany umożliwiły np. przejęcie majątku firm, uwłaszczenie nomenklatury i defraudacje bankowych oszczędności.

Na początku lat 90. przewodniczącym rady Fundacji Batorego był Jerzy Turowicz (ówczesny redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”), a członkami: Bogdan Borusewicz, Wojciech Fibak, Bronisław Geremek, Jan Gross, Leszek Kołakowski, Marcin Król, Olga Krzyżanowska, Krzysztof Michalski, Adam Michnik, Zbigniew Pełczyński, Anna Radziwiłł, Andrzej Rapaczyński, Maria Radomska, Andrzej Szczypiorski, ks. Józef Tischner, Stanisław Wellisz. Natomiast zarząd Fundacji tworzyli m.in. Aleksander Smolar, Zbigniew Janas, Edmund Mokrzycki, Józef Chajn.

Fundacja Batorego zasłynęła wspomaganiem działalności skrajnie feministycznych i lewicowych środowisk, np. Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Wandy Nowickiej. W 1996 r. Federacja otrzymała ok. 100 tysięcy dolarów. Fundacja Sorosa przekazywała także pomoc na tzw. program kobiecy m.in. dla innych organizacji feministycznych – Ligi Kobiet Polskich, Centrum Praw Kobiet, OŚKa.
Soros był zwolennikiem utworzenia w 1994 r. na Węgrzech koalicji rządowej postkomunistów Gyuli Horna z liberalnymi Wolnymi Demokratami. W tamtym okresie w Albanii finansował gazetę, która prowadziła kampanię przeciwko prawicowym władzom. Przedstawiciel fundacji Sorosa mówił o prawicowym prezydencie: „Berisha odchodzi. Załatwiliśmy go”.

Soros krytykował także prezydenturę George’a W. Busha. W listopadzie 2003 r. w wywiadzie dla „Washington Post” stwierdził, że pokonanie Busha w kampanii w 2004 r. jest „najważniejszym celem” jego życia oraz „sprawą życia i śmierci”. Przemówienia Busha porównywał do wojennej retoryki niemieckich nazistów. Soros przekazał też 5 mln dolarów lewicowej organizacji MoveOn.org, zwalczającej politykę prezydenta Busha. Wcześniej podarował 10 mln dolarów innemu ugrupowaniu ze zbliżonej orientacji – America Coming Together.

Obecnie w skład rady Fundacji Batorego wchodzą: Marcin Król, Jan Krzysztof Bielecki, Bogdan Borusewicz, Agnieszka Holland, Olga Krzyżanowska, Helena Łuczywo, Krzysztof Michalski, Andrzej Olechowski, Zbigniew Pełczyński, Andrzej Rapaczyński, Hanna Suchocka, Henryk Woźniakowski. Natomiast członkami zarządu są m.in. Aleksander Smolar, Klaus Bachmann, Radosław Markowski.

Minister Tuska w Klubie Bilderberg

George Soros należy do grupy najważniejszych finansistów świata, był np. uczestnikiem spotkań Klubu Bilderberg. Nazwa klubu pochodzi od pierwszego spotkania tego gremium w holenderskim Hotelu de Bilderberg w Oosterbeek w maju 1954 roku.
Inicjatorem spotkań Klubu Bilderberg był Józef Retinger, szara eminencja polskiej polityki emigracyjnej w czasie II wojny światowej, doradca gen. Władysława Sikorskiego. Według niektórych, Retinger był zagranicznym agentem wpływu, wskazywano też na jego przynależność do masonerii. W wojennych dokumentach wywiadu polskiego raportowano: „Istnieje szereg niesprawdzonych donosów z różnych okresów, szczególnie z lat 1928 i 1931, że Retinger pracował dla komunistycznej międzynarodówki. Brakuje jednak szczegółowych danych na potwierdzenie tych donosów”. Po 1945 r. Retinger zaangażował się w tworzenie instytucji zjednoczonej Europy.

Klub Bilderberg jest nieformalnym miejscem spotkań najbardziej wpływowych osób świata – przedsiębiorców, finansistów, polityków. Spotkania klubu odbywają się corocznie w innym, ustronnym miejscu. Omawiane są wtedy najważniejsze bieżące sprawy dotyczące światowego bezpieczeństwa, polityki i gospodarki. Jednak uczestnicy spotkań są zobowiązani do zachowania tajemnicy. Obrady obserwuje wyselekcjonowana grupa dziennikarzy, ale zobowiązana jest do dyskrecji. Według krytycznych opinii, Klub dąży do globalnej gospodarki, stworzenia elity przywódczej świata, powołania ponadnarodowej instytucji finansowej, zarządzającej rynkami walutowymi i jednego globalnego rządu, a nawet do wprowadzenia uniwersalnej religii, dlatego wielu badaczy sytuuje tę grupę wśród masonerii.

Uczestnikami zebrań Klubu Bilderberg były m.in. osoby z Unii Europejskiej, Banku Światowego, Światowej Organizacji Handlu, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, ONZ, NATO, Europejskiego Banku Centralnego, Goldman Sachs International, Chase Manhattan Bank, Deutsche Banku, ponadnarodowych korporacji (np. Ford, Xerox, Fiat, PepsiCo, IBM, Exxon Mobil), a także szefowie rządów różnych państw. Wśród uczestników spotkań w Klubie wymieniani są m.in.: byli prezydenci USA – Bill Clinton, Gerald Ford; były sekretarz stanu USA Henry Kissinger, Al Gore (były wiceprezydent USA), sekretarz skarbu USA Nicholas Brady, prezes Banku Światowego James Wolfensohn, żona Billa Gatesa – Melinda Gates, David Rockefeller, były szef Komisji Europejskiej Jacques Santer, premier Włoch Mario Monti, byli sekretarze generalni NATO Willi Claes i Javier Solana, byli prezydenci i premierzy: Valery Giscard d’Estaing, Helmut Schmidt, Tony Blair, Laurent Fabius, Wilfried Martens, Franz Vranitzky.
Uczestnikami Klubu Bilderberg byli również Polacy: Andrzej Olechowski, Hanna Suchocka oraz Aleksander Kwaśniewski w 2008 roku. Natomiast w czerwcu 2012 r. w spotkaniu Bilderbergu wziął udział aktualny minister finansów rządu Donalda Tuska – Jacek Rostowski. Rzecznik ministra finansów Małgorzata Brzoza mówiła dziennikowi „Polska. The Times”: „Jest to wyjazd służbowy. Pan Minister wystąpi w panelu 2 czerwca »Nierównowaga, kryzys i wzrost«”.

W spotkaniach Bilderbergu uczestniczył także Zbigniew Brzeziński, który brał udział w powstawaniu Komisji Trójstronnej (Trilateral Commission).

Za kulisami wielkiej polityki

Założycielem Komisji był David Rockefeller, amerykański miliarder. Komisja powstała w 1973 r., w okresie kryzysu naftowego. Skupiała około 350 przedsiębiorców, polityków, bankowców, naukowców z Europy, USA, Kanady i Japonii.

Warto wskazać, że Brzeziński odegrał dużą rolę podczas tworzenia tego ponadnarodowego ciała. Jeszcze w latach 60. ukuł tzw. teorię konwergencji, według której istniejące wówczas systemy polityczne – komunistyczny i kapitalistyczny – stopniowo się do siebie zbliżają i upodabniają.

Celem Komisji miała być pomoc we współpracy międzynarodowej w celu uniknięcia globalnego konfliktu. Jednak w rzeczywistości stała się zakulisową grupą lobbingową. Komisja odegrała istotną rolę już podczas wyboru na prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. Wspominał o tym Zbigniew Brzeziński w swoich wspomnieniach: „Poznałem Jimmy Cartera na jednym z wczesnych zebrań Komisji Trójstronnej, którą kierowałem na początku lat 70-tych. Pamiętam, jak omawiałem z Gerardem Smithem i George’em Franklinem, moimi kolegami, możliwość wciągnięcia go do jej prac. (…) W roku 1974 dowiedziałem się, że Jimmy Carter postanowił kandydować na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych i że szuka doradców. Zdecydowałem więc zwrócić się do niego, przede wszystkim dlatego, iż uważałem, że Carter będzie mógł popularyzować koncepcję Komisji Trójstronnej dotyczącą bliższej współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Europą i Japonią”.
O wpływach Komisji świadczy, że większość prezesów Banku Światowego po 1973 r. było jej członkami. Do Trójstronnych należeli także m.in. byli prezydenci Jimmy Carter i Bill Clinton, Henry Kissinger, były szef Rezerwy Federalnej Paul A. Volcker, politycy: Madeleine K. Albright, Otto Lambsdorff, Mario Monti, Akio Morita, Isamu Yamashita.

Członkowie Komisji spotykają się raz w roku na kilkudniowych konferencjach. Podczas tych zebrań, podobnie jak w czasie zebrań Klubu Bilderberg, omawiane są najważniejsze sprawy świata. Prezentowane są raporty przygotowane przez ekspertów komisji. Jednocześnie osoby z poszczególnych grup kontynentalnych (tzn. z Ameryki, Europy, Japonii) spotykają się również w swoim gronie. Zasadą jest, że członkowie, którzy zostali wybrani na funkcje publiczne, zawieszają na ten czas swoje członkostwo w Komisji.

Trójstronna Agora

Przedstawiciele z Polski uczestniczyli w pracach Komisji Trójstronnej od 1993 roku. Organizował ich Andrzej Olechowski, który ujawnił mediom, że zajął się tym na prośbę polityka niemieckiej FDP Otto Lambsdorffa. Członkami Komisji byli m.in. Janusz Palikot; poeta, dramaturg, tłumacz i były ambasador RP w Danii Jerzy Sito; były prezes koncernu Orlen Zbigniew Wróbel oraz dominikanin ojciec Maciej Zięba.

Obecnie w skład Komisji wchodzą: Jerzy Koźmiński (prezes i dyrektor generalny Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, były ambasador w Stanach Zjednoczonych), Tomasz Sielicki (wiceprezes Sygnity), Sławomir S. Sikora (prezes zarządu Banku Handlowego), Jerzy Baczyński (redaktor naczelny tygodnika „Polityka”), Marek Belka (były premier, prezes Narodowego Banku Polskiego), Andrzej Olechowski, założyciel Platformy Obywatelskiej, były szef MSZ; Wanda Rapaczyńska, członek rady nadzorczej spółki Agora.

Wiosną 2004 r. konferencja Trójstronnych odbyła się w Warszawie, uczestniczył w niej ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. Podczas spotkania omawiano sprawy związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej.

Zwraca uwagę, że aż trzy osoby z tej grupy (Sielicki, Sikora i Rapaczyńska) są członkami rady nadzorczej Agory. Również pozostali mogą liczyć na „dobrą prasę” w „Gazecie Wyborczej”. Natomiast były członek Komisji Janusz Palikot stał się stałym komentatorem tego dziennika i trudno szukać negatywnych wzmianek o nim w „Wyborczej”. Dlatego można uznać, że polska grupa Trójstronnych odzwierciedla teorię konwergencji Brzezińskiego – obok liberalnych postkomunistów zasiadają osoby popierające zmiany strukturalne w Polsce po 1989 r., a które wcześniej były związane z opozycją.

Cel: 15 milionów Polaków

Omawiając ośrodki, które pretendują do przywódczej roli w świecie, nie sposób nie wskazać na międzynarodowe instytucje gospodarcze, np. Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ONZ lub zapomniany już dziś Klub Rzymski. Większość z tych instytucji zajmuje się propagowaniem polityki depopulacyjnej za pomocą aborcji i antykoncepcji. Kraje Trzeciego Świata, które sprzeciwiają się wprowadzeniu zaleceń ograniczenia wzrostu demograficznego, są poddawane naciskom ekonomicznym. Problemy te omawia ks. prof. Michel Schooyans w słynnej książce „Aborcja i polityka”, gdzie wskazuje, że Bank Światowy zalecał stosowanie perswazji finansowej, np. wzrost opłat za poród, przydzielanie małych mieszkań rodzinom wielodzietnym, antyrodzinny system podatkowy. Instytucja ta przeznaczała setki miliardów dolarów na programy ograniczenia ludności. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na propozycje Klubu Rzymskiego z początku lat 70. Klub Rzymski jest międzynarodową organizacją zajmującą się globalnym rozwojem społeczeństw, gospodarki. W 1972 r. Klub Rzymski opublikował raport „Granice wzrostu”, w którym wskazano na rzekomą sprzeczność pomiędzy wzrostem konsumpcji i rosnącą populacją globu, przy jednoczesnym ograniczonym zasobie ilości surowców naturalnych, szczególnie ropy naftowej.
Profesor Dennis L. Meadows, jeden z autorów raportu Klubu Rzymskiego, w wywiadzie dla ukazującego się w PRL tygodnika „Kultura” powiedział: „…jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludzi gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej”.
W rozmowie z peerelowską „Kulturą” ten ekspert Klubu Rzymskiego wskazywał również na różnorakie „dobrodziejstwa” ustroju socjalistycznego w kreowaniu polityki ludnościowej w ówczesnej Polsce: „Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności. (…) Sądzę, że społeczeństwo – zwłaszcza wasze – winno rządzić się logiką. Społeczeństwo winno mieć wpływ na siebie samo. Choćby przez podatki, poprzez utrudnianie nadmiernego wzrostu ludności środkami administracyjnymi. Można stworzyć całą politykę sterującą rozrodczością. (…) W ustroju socjalistycznym może działać więcej skutecznych mechanizmów hamujących nadmierny wzrost”.

Warto pamiętać o tych prognozach ludnościowych w sytuacji, kiedy prawie czterdzieści lat po wypowiedzeniu powyższych słów zmagamy się z kryzysem finansów ubezpieczeń społecznych, z luką pokoleniową, malejącym wzrostem demograficznym, emigracją młodych Polaków do państw, które posiadają normalny system opieki nad rodziną i dziećmi. Tak jak również warto wiedzieć, że na globalną politykę oddziałują obecnie nie tylko największe państwa, ale również wpływowe ośrodki różnych grup interesów, co nie jest iluzoryczną „teorią spiskową”.

Szmuglerzy i szpiedzy spod czerwonej gwiazdy

Wiktor Suworow, agent sowieckiego wywiadu wojskowego GRU z wiedeńskiej rezydentury, zbiegły w 1978 roku do Wielkiej Brytanii, odbierał w swoich szpiegowskich czasach części rakiet zebrane na poligonie doświadczalnym od przekupionego austriackiego chłopa. Dla GRU nie stanowiło problemu przetransportowanie w kontenerze poczty dyplomatycznej ukradzionego silnika czołgowego o wadze półtorej tony – wystarczyło opisać przesyłkę jako „eksperymentalny układ zasilania drenażowych systemów irygacyjnych”. Nie inaczej poczynał sobie schwytany niedawno w USA biznesmen Aleksander Fiszenko, który wysyłał z Ameryki do Rosji urządzenia mikroelektroniczne.

W dokumentach eksportowych zaznaczał, że urządzenia przeznaczone są do łodzi rybackich, chociaż chodziło o łodzie… podwodne. Afera trafiła w tym miesiącu na czołówki gazet w USA.
Aleksander Fiszenko, właściciel amerykańskiej firmy Arc Electronics w Teksasie, a jak się niedawno okazało, w latach 80. współpracownik sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, podróżował często do Moskwy. W październiku tego roku, gdy FBI aresztowało go na lotnisku, funkcjonariusze agencji wynosili z jego przedsiębiorstwa na przedmieściach Houston kartonowe pudła z aktami świadczącymi o tym, że wytwórnia lamp Arc Electronics, prezentująca się na swojej stronie internetowej jako „spełniająca najwyższe etyczne standardy”, od lat szmugluje do Rosji amerykańskie zaawansowane technologie militarne.

Wpadka GRU w Ameryce

Ujęto nie tylko Fiszenkę, ale i dziewięć przez niego zatrudnionych osób. Według amerykańskich śledczych, Arc Technologies zaopatrywało rosyjskich producentów broni oraz tajne służby w elektroniczne systemy dla przemysłu zbrojeniowego, fałszując dokumenty eksportowe. Nie wiadomo, jak długo kwitł ten interes, ponieważ agencje bezpieczeństwa wzięły Fiszenkę pod lupę dopiero w 2008 roku. Od tamtego momentu wysłał sprzęt wart w sumie 50 mln dolarów: chipy i mikroprocesory idealnie pasujące do rosyjskich radarów, zdalnych detonatorów, systemów sterowania rakietami, m.in. przeciwokrętowymi, a także do myśliwców MiG-35.
Legitymujący się dwoma obywatelstwami, rosyjskim i amerykańskim, Fiszenko pochodzi z Kazachskiej Republiki Sowieckiej. Inżynier po Elektrotechnicznym Instytucie w Leningradzie według oficjalnej wersji wyjechał – a należy przypuszczać, że został wysłany – z kraju w 1994 r., by osiąść w Stanach i założyć tam Arc Electronics.
Pozostali oskarżeni również pochodzą z dawnego ZSRS. FBI nie uznało ich za szpiegów, ponieważ nigdy nie ukrywali swoich kontaktów z Moskwą, regularnie tam podróżowali, a przede wszystkim nie mieli fałszywych dokumentów tożsamości. W akcie oskarżenia mowa jest więc o „tajnym spisku” oraz łamaniu przepisów eksportowych.

Czym zatem, jeśli nie ujawnianiem tajemnic dotyczących bezpieczeństwa państwa, jest szpiegostwo? Zbiegły na Zachód agent sowiecki, historyk i znawca służb specjalnych, Borys Wołodarski skomentował aferę w Radiu Swoboda: „Mamy do czynienia z operacją wywiadowczą. To najprawdopodobniej operacja wywiadu wojskowego GRU, wykonywały ją bowiem struktury afiliowane z wojskiem. Siatka pracowała od dawna, obserwowana była od 2008 roku”.

Pieniądze z Rosji napływały przez firmy zarejestrowane na Wyspach Dziewiczych, w Panamie i Belize. Gorący towar trafiać miał do adresatów, zdaniem śledczych, za pośrednictwem handlarzy w Kanadzie, Finlandii i Niemczech. Dlatego właśnie po aresztowaniu Fiszenki służby USA sporządziły czarną listę 165 firm i osób na całym świecie, które utrzymywały kontakty z Art Electronics i znalazły się w gronie podejrzanych o udział w procederze.
Jedną z pozycji zajmuje położona w Heubach pod Stuttgartem w RFN Elena Albrecht Import Export, eksportująca elektroniczne elementy telekomunikacyjne. Jej rzecznik oświadczyła, że słyszała o „kłopotach eksportowych” amerykańskiego partnera.

„Jak w czasach zimnej wojny…”
– Obawiam się, że to, co widzimy, to wierzchołek góry lodowej – powiedział kilka miesięcy temu Edward Lucas, dziennikarz „Economist” i autor wydanej w tym roku w Wielkiej Brytanii książki „Deception. Spies, Lies and How Russia Dupes the West”. – Rosyjskie służby działają równie bezwzględnie jak w czasach zimnej wojny. Teraz jednak wykorzystują to, że po upadku ZSRS zachodnie społeczeństwa stały się wyjątkowo otwarte.
A służby – dodajmy – bez reszty owładnięte lękiem przed islamskim terroryzmem i skoncentrowane na jego zwalczaniu, straciły z oczu rosyjskie zagrożenie.

Przykre przebudzenie nastąpiło w roku 2010, kiedy w USA rozbito siatkę dziesięciu nielegałów, rodowitych Rosjan, którzy – zgodnie z zasadami działania tej kategorii szpiegów – pojawili się w Stanach jako obywatele różnych krajów ze zmyślonymi życiorysami, poświadczonymi dokumentami wyprodukowanymi przez ich zleceniodawców. Były wśród nich trzy małżeństwa, z których jedno, Cynthia i Richard Murphy (Władimir i Lidia Guriew), wiodło z pozoru normalne życie w New Jersey. Wiceszef biura kontrwywiadu USA Frank Figluzzi przyznał jednak wiosną tego roku, że Cynthia zaprzyjaźniła się z przedstawicielem administracji Obamy Alanem Patricofem, odpowiedzialnym za zbieranie funduszy na kampanię. Innych, których rosyjskie nazwiska są już znane, aresztowano w stanie Nowy Jork, w Wirginii, w Massachusetts. Córkę kagebisty Annę Chapman, z domu Kuszczenko, która poślubiła Brytyjczyka, a po rozwodzie zachowała jego nazwisko, zatrzymano w Nowym Jorku.

Przeważa opinia, że cała dziesiątka to zwykłe płotki, pełniące jedynie rolę pośredników dla głębiej zakonspirowanych grubych ryb. A przecież ogniwa łączące są w działaniach agenturalnych niezbędne – w przeciwnym przypadku Rosjanie nie poświęcaliby pieniędzy i lat drobiazgowej pracy na wyszkolenie i „zainstalowanie” jednego nielegała w kraju przeznaczenia. Kolejnym sygnałem alarmowym dla Zachodu stała się zeszłoroczna wpadka pary nielegałów Andreasa i Heidrun Anschlagów w Niemczech. Oboje związani byli z grupą amerykańską, co odkryły służby RFN, idąc tropem Anny Chapman.

Anschlagowie szpiegowali w Niemczech od dwudziestu lat – zaczęli tuż przed upadkiem NRD. Posługując się sfałszowanymi dokumentami, podawali się za obywateli Austrii pochodzenia latynoskiego. On, rzekomo urodzony w Argentynie i wychowany w Austrii, przyjechał do RFN w 1988 roku; jej życiorys brzmi podobnie. Silny akcent rosyjski nie pozostawia jednak wątpliwości co do ich pochodzenia, zwłaszcza że przyznają się do znajomości tylko niemieckiego i angielskiego. Ich prawdziwa tożsamość pozostaje do tej pory tajemnicą.

Z oczywistych względów do mediów trafiły zaledwie ogólne informacje: zajęciem Anschlagów było zbieranie materiałów dotyczących polityki bezpieczeństwa RFN, UE i NATO wobec Rosji. Niemiecka prokuratura twierdzi, że raporty do centrali przesyłali drogą satelitarną lub poprzez internetowe portale. Moskwa płaciła im hojnie – około 100 tys. euro rocznie, co pozwoliło małżeństwu zgromadzić majątek wart 700 tys. euro.
W tym roku ślady wiodące od Anschlagów doprowadziły do holenderskiego dyplomaty Raymonda Poeteraya, wobec którego pełnili rolę agentów prowadzących: przekazywali mu zadania zlecone przez centralę wywiadu i wypłacali pieniądze – w sumie ponad 72 tys. euro za dokumenty z holenderskiego ministerstwa spraw zagranicznych na temat UE i NATO.

Kopalnia wiedzy w Zagłębiu Ruhry

Szpiegostwo przemysłowe i militarne Stasi w Republice Federalnej sięga czasów NRD. Prawie całość dokumentacji przepadła – winę za to ponoszą uczestnicy rozmów „okrągłego stołu”, komuniści i dobrani przedstawiciele enerdowskiej opozycji, którzy na przełomie 1989 i 1990 r. dali szefowi wywiadu NRD Markusowi Wolfowi pół roku na „zamknięcie spraw”. Wolf i „reformatorzy” rozumieli się doskonale: szło o to, by akta zlikwidować.

Ze szczątkowych danych wiadomo, że od lat 50. Sowieci penetrowali za pośrednictwem Stasi zakłady Kruppa – koncern stalowy produkujący m.in. uzbrojenie i amunicję w Essen, w przemysłowym Zagłębiu Ruhry.

Historia Artura K., tajnego współpracownika o pseudonimie „Baron”, należy do nielicznych, które udało się po zjednoczeniu odtworzyć Urzędowi ds. Akt Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa. Przesiedlony pod koniec lat 50. do RFN jako tajny współpracownik Stasi z zadaniem podjęcia studiów w Heidelbergu, miał zrobić karierę w którymś z ośrodków badań jądrowych. Najpierw udało mu się dostać posadę w badawczym reaktorze atomowym w Karlsruhe, u Kruppa wylądował w 1968 roku. Do upadku NRD dostarczył ponad 700 informacji na temat zachodnioniemieckiej zbrojeniówki, osiągnięć przemysłu atomowego i rozwoju techniki laserowej. Po zjednoczeniu skazano go na 18 miesięcy więzienia.
Nikt nigdy nie osądził – i pewnie nie osądzi – Matthiasa Warniga, którego agenturalna przeszłość stała się znana, gdy w 2011 r. do prasy przeciekła wiadomość, że zamierza wejść do grona dyrektorów największego koncernu paliwowego Rosji – państwowego Rosnieftu.

Zaczęto grzebać w jego przeszłości, która okazała się niezmiernie interesująca: Warnig, pseudonim „Ökonom” i „Arthur”, był w czasach komunistycznych szpiegiem z pierwszego szeregu, a jego błyskotliwą karierę znaczyło pasmo sukcesów. Zaczynał w Ministerstwie Bezpieczeństwa jako młody ekonomista w 1974 roku. Przez ostatnie dwa lata istnienia NRD działał na terytorium RFN, zdobywając i wysyłając na Wschód programy rządu RFN w dziedzinie biotechnologii, plany badawcze ośrodka jądrowego w Jülich, dokumentacje tajnych technologii stosowanych w elektrowniach atomowych. Prowadził w Düsseldorfie placówkę agenturalną „Rezydentura 1. RFN” podlegającą bezpośrednio szefowi Stasi Erichowi Mielkemu.

Krótko przed upadkiem NRD w 1989 r., przełożeni skierowali go do współpracy z KGB w Dreźnie. Kazano mu nawiązać bliskie kontakty z oficerem operacyjnym KGB, niejakim podpułkownikiem Putinem, który w latach 1985-1990 werbował w NRD informatorów.
Po zjednoczeniu obu państw niemieckich w 1990 roku, kiedy Urząd Ochrony Konstytucji zaczął analizować byłe struktury wywiadowcze NRD, okazało się, że Warnig obserwował w latach 80. także sektor bankowy. Zdobywał poufne raporty z rozmów Deutsche Bank AG, Commerzbank i Dresdner Bank z kontrahentami. Władze niemieckie zamknęły jego sprawę bez uzasadnienia.

Tajne rewelacje rosyjskich oficjeli

Wszystkie te dowody intensywnej aktywności szpiegowskiej Moskwy zamiast wzbudzić niepokój świata zachodniego, wywołały falę komentarzy o słabości Rosji. Zastanawia fakt, że wiele rewelacji prezentujących euroazjatycką potęgę jako militarnego bankruta pochodzi z samego Kremla. A to wicepremier Dymitr Rogozin oświadcza – tuż po październikowych aresztowaniach w Arc Electronics – że rosyjska elektronika znajduje się dwanaście lat za innymi krajami; a to wiceprzewodniczący Dumy Walerij Jazew wyznaje w tym samym czasie, że rosyjska mikroelektronika ma tylko pół procenta udziału w światowej produkcji, technologie są przestarzałe, a średni wiek specjalistów wynosi od 55 do 70 lat. Bliskie Putinowi „Izwiestia” podają, że 90 procent zbrojeniówki importuje mikroelektroniczne elementy z USA, a 50 procent tego handlu odbywa się na drodze nielegalnej. Źródłem ma być „anonimowy przedstawiciel przemysłu zbrojeniowego”.
Nawet dowódca wojsk lądowych, generał Aleksander Postnikow narzekał w marcu z niezwykłą dla wojskowych otwartością, że rodzime produkty są za drogie, bo za jeden czołg rosyjski typu T 90 mógłby kupić trzy niemieckie leopardy.

Skąd ten gremialny przypływ szczerości wysokich oficjeli? Gdyby Kremlowi podobne deklaracje były nie w smak, wszyscy wspomniani panowie dawno już zniknęliby, popełnili samobójstwa lub zginęli w wypadkach. Skoro Moskwa obnaża ostentacyjnie swoją słabość, to widzi w tym własny interes. Chce wymusić złagodzenie przepisów o eksporcie technologii wojskowych? A może uprawia tradycyjną dezinformację, usiłując przekonać NATO, że nie warto się przeciw niej zbroić ani uwzględniać jej na ważnym miejscu w planach obronnych.

Europa Wschodnia ściga szpiegów, a w Polsce cisza…

Mnożą się sygnały ostrzegawcze, świadczące o wzmożeniu działalności wywiadu rosyjskiego także w dawnych republikach sowieckich oraz krajach bloku sowieckiego. Zdemaskowany w 2008 r. Herman Simm, szef departamentu bezpieczeństwa w ministerstwie obrony Estonii, przesłał rosyjskim służbom ponad 2 tys. stron informacji. Wiele z nich trafiało podobno na biurko Putina. Estonia broni się przed zakusami wschodniego mocarstwa: w marcu tego roku na lotnisku w Tallinie schwytano wysokiego rangą pracownika służb bezpieczeństwa Alieksieja Dressena, gdy oddawał kopertę z tajnymi raportami żonie odlatującej do Moskwy.
Szok w Gruzji wywołało aresztowanie latem 2011 r. Irakliego Gedenidzego, osobistego fotografa prezydenta Saakaszwilego. Oskarżony bowiem przyznał, że przekazywał Rosjanom szczegóły dotyczące planów podróży i tras przejazdów prezydenta.
Węgry konserwatywnego premiera Viktora Orbána, kierującego gabinetem od 2010 r., rozliczają przed sądem za szpiegostwo na rzecz Rosji Györgya Szilvásyego, ministra ds. służb specjalnych w rządzie postkomunistów. Równolegle trwa proces dwóch szefów Biura Bezpieczeństwa Narodowego z lat 2004-2009, generałów Lajosa Galambosa i Sándora Laborca – ten ostatni jest absolwentem moskiewskiej Akademii Wojskowo-Politycznej im. Dzierżyńskiego, co potraktowano jako okoliczność obciążającą.
Przed Moskwą ostrzega czeski Wywiad Wojskowy. „Rosjanie są najbardziej aktywną organizacją szpiegowską w Czechach – głosi raport z 2011 r., którego fragmenty odtajniono w sierpniu tego roku. – Rosja kontynuuje długotrwałe wysiłki na rzecz utrzymania znacznej liczby agentów w naszym kraju”. Autorzy podsumowują: „Największym zagrożeniem dla czeskiej obrony i infrastruktury były [w 2011 r.] rosyjskie służby wywiadowcze, zainteresowane szczególnie sektorem energetycznym”.

***
Im głośniej rozbrzmiewa chór polityków, ekspertów i publicystów, którzy roztrząsają słabość militarną Moskwy, tym straszniej robi się nad Wisłą. Zwłaszcza że nie słychać u nas o zatrzymaniach szpiegów ze Wschodu, wyłączając kilka odosobnionych przypadków sprzed lat.

Rosja nie traktuje Polski jako członka NATO z powodu głębokiej infiltracji państwowych struktur przez ludzi podporządkowanych jej w różnym stopniu i na różnych zasadach. Wywiad może więc pracować pełną parą – z niewątpliwym przyzwoleniem stosownych czynników III RP.

Naród podzielony

Społeczeństwo amerykańskie nie było tak wyraźnie podzielone od czasów wojny secesyjnej. Niedawne wybory prezydenckie potwierdziły, że mamy do czynienia z dwiema Amerykami, Czerwoną i Niebieską [barwy stron wojny secesyjnej – przyp. tłum.].
Niebieska – skupiona głównie w dużych aglomeracjach rozsianych po całym kraju, zmierza w kierunku postępowej utopii, scentralizowanego, świeckiego, zunifikowanego państwa socjalistycznego: rozbudowanego rządu, uspołecznionej opieki zdrowotnej, według pomysłu Obamy, niepraktycznych projektów z dziedziny energii odnawialnej, aborcji, zwiazków jednopłciowych i coraz wyższych podatków. Tak się prezentuje „empatyczne” państwo opiekuńcze, zwodzące Niebieskich atrakcyjnymi prezentami, opłaconymi z redystrybucji bogactwa i przywilejami rozdawanymi ulubionym grupom wyborców.

Czerwona opowiada się za ograniczoną administracją rządową, przestrzeganiem zasad konstytucji, „jednym narodem przed Bogiem”, spójną etyką pracy, prawem do życia, obroną tradycyjnego małżeństwa i rodziny oraz uporządkowaną wolnością.
Jednak dopóki Niebiescy są u władzy, Czerwoni, zamieszkujący przedmieścia i tereny wiejskie, muszą pogodzić się z faktem, że będą płacić na Niebieskich zamieszkujących zubożałe centra miast. Czerwoni będą dalej pracować i płacić stale rosnące podatki po to, aby przywódcy Niebieskich mogli poszerzać zakres przywilejów rozdawanych swoim wybrańcom.

Platon w VIII księdze swego dzieła pt. „Państwo” przygląda się transformacji od demokracji do tyranii. Głównym jej motorem jest postać przywódcy, który z obrońcy zmienia się w tyrana. Parafrazując Platona, można by stwierdzić, że obrońca jest najpierw orędownikiem – nawołuje do zmian i rozdaje wokół nadzieję niczym słodycze małym dzieciom. Często się uśmiecha, jest powszechnie lubiany i składa takie obietnice, które ludzie chcą słyszeć, jak na przykład te o uwolnieniu dłużników spod ciężaru „niesprawiedliwych” obciążeń finansowych i dystrybucji bogactwa wśród swoich zwolenników.

W końcu przekonuje się, że oponentów można tak zubożyć nakładaniem coraz wyższych podatków, iż będą musieli zająć się prawie wyłącznie zarabianiem na życie, a nie działalnością opozycyjną wobec niego. Za pomocą ucisku finansowego i eliminowania z kręgów władzy współpracowników, którzy jednak pozwolili sobie na krytykę jego polityki, obrońca zmienia się wreszcie w tyrana.

Spostrzeżenia Platona nie wróżą USA niczego dobrego, ponieważ to Niebiescy są dziś u władzy, a starożytny Ateńczyk nie mógł przecież przewidzieć, jak szerokie będą wpływy utrwalające „niebieską” władzę. Źródłem tej siły są tak zwane prywatne media, a więc większość kanałów informacyjnych, programy telewizyjne, hollywoodzkie filmy i prasa. Z oddaniem godnym sowieckiej „Prawdy”, niczym kohorty pretoriańskie, „niebieskie” media chronią i popierają Obamę oraz program Niebieskich. To już nawet nie jest orwellowska nowomowa, to jest wszechogarniająca kulturomowa. Słowa, obrazy i strategie są przygotowywane i wplatane we wszystkie media w celu podporządkowania sobie ludzkich serc, umysłów oraz zachowań. Tylko Niebiescy są pożądani, dla Czerwonych nie ma miejsca. Czerwoni, którzy opowiadają się za życiem, bronią tradycyjnego małżeństwa i sprzeciwiają się antykoncepcji sponsorowanej przez rząd, są według kulturomowy „niebieskich” mediów prześladowcami w „wojnie przeciwko kobietom” i wrogami, których należy zwyciężyć w imię ochrony „praw kobiet”.

Przed głosowaniem wskazywano na katolickich wyborców jako siłę mogącą zahamować marsz Niebieskich po władzę. Ufni wierni oraz niektórzy przywódcy Kościoła katolickiego żywili nadzieję, że zamachy administracji Obamy na wolność religijną, jawna promocja aborcji, związków jednopłciowych i darmowej antykoncepcji obudzą katolickich wyborców, którzy potraktują swoją wiarę poważnie i odrzucą program Obamy radykalnie sprzeciwiający się życiu. Niektórzy biskupi zarzucali katolikom popieranie ustroju, którego ustawy zdrowotne, podpisane przez Obamę, zmuszają katolickie szpitale i uczelnie do zapewnienia ubezpieczenia zdrowotnego obejmującego antykoncepcję dla wszystkich pracowników i studentów.

Powyższe wysiłki, skądinąd bardzo odważne, okazały się niestety bezowocne. Prawdopodobnie dlatego, że inicjatywy podejmowane przez Kościół nie znalazły wsparcia wśród ogółu duchowieństwa, nie mówiąc już o ogóle katolików. Może zbyt wielu biskupów było po prostu zbyt strachliwych lub zwyczajnie nie rozumiało, o jaką stawkę toczy się gra. Podczas wyborów katolicy częściej popierali Obamę niż Romneya stosunkiem 52 proc. do 45 proc. głosów. Owe 7 proc. różnicy głosów stanowi jeszcze większą różnicę niż 1-2 proc. w wyborach powszechnych.

Podczas ostatnich wyborów głosowanie katolików jako obrońców katolickich zasad moralnych okazało się w najlepszym przypadku bezskuteczne, a w najgorszym skandaliczne. Kościół powinien uznać, że niedawne wybory stanowią dla niego poważne wezwanie do podjęcia misji, która musi zostać jak najskuteczniej wypełniona, ponieważ w przeciwnym razie moralna nauka Kościoła w Ameryce straci jakiekolwiek znaczenie. Wchłonie ją „niebieski” program i nie pozostanie już niczym więcej niż marksistowską wersją „sprawiedliwości społecznej”.

Czy jest jeszcze nadzieja dla USA? Czy kiedykolwiek uda się zmniejszyć przepaść między Niebieskimi i Czerwonymi? Obecnie przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Musimy jednak pamiętać, że cnota nadziei jest cnotą teologalną, a swoją moc bierze z łaski Ducha Świętego. Przez wiele dziesięcioleci los wielu narodów żyjących w cieniu tyrańskiego imperium sowieckiego wyglądał bardzo ponuro, jednak i ono upadło. Silna wiara oraz modlitwa umożliwiły ludziom przetrwanie czasów ucisku. Stany Zjednoczone muszą jeszcze raz wykrzesać z sobie nadzieję, że z pomocą Bożej łaski jego logos prawdy i dobra ostatecznie zatriumfuje.

——————————————-

Sobota-Niedziela, 17-18 listopada 2012, Nr 269 (4504)

źródło: www.naszdziennik.pl/wp-archiwum

Za: https://gloria.tv/?media=387145