08.03. 2014 – Wybiórcza wypowiedz ambasadora Polski w Kijowie – doktora Jerzego Kozakiewicza na temat gry geopolitycznej toczonej obecnie na Ukrainie. (Całość za:kresy.pl,).

Dr Jerzy Kozakiewicz

Dr Jerzy Kozakiewicz

– Panie Ambasadorze, kto właściwie rządzi teraz Ukrainą?(…)

Jak twierdzą analitycy z kanadyjskiego Institute of Global Research, Ukrainą rządzi dziś osadzony przy użyciu siły i mający polityczne poparcie Departamentu Stanu USA „rząd neo-nazistowski”. Analitycy  rosyjscy twierdzą to samo i w związku z tym odmawiają temu „rządowi” jakiejkolwiek legitymności. (…) Zachód i Stany Zjednoczone skłonne są raczej stosować politykę faktów dokonanych, tzn. procedowania tego „rządu”, tak jakby był „legalny i legitymny”. Rosja stoi na twardym stanowisku, iż po całkowitym odrzuceniu „Porozumienia Czterech” z 21 lutego i wyborze przez opozycję działań nielegalnych, wiodących do zrealizowania siłą politycznego przewrotu, jedyną dziś legalną strukturą polityczną Ukrainy jest prezydent Janukowycz. (…)

Putin stwierdził literalnie, iż odwoływanie się do „Porozumienia Budapeszteńskiego” z 1994 roku, na mocy którego po oddaniu przez Ukrainę swoich arsenałów nuklearnych gwarantami jej bezpieczeństwa są Wielka Brytania, Federacja Rosyjska i Stany Zjednoczone, jest bezprzedmiotowe w sytuacji, kiedy legalne struktury władzy Ukrainy zostały zniesione przez zbrojny przewrót polityczny. W tym sensie gwarancjami objęte było PAŃSTWO, które już przestało istnieć.

–  (…) nacjonalizm ukraiński sięgający korzeniami do tradycji OUN-UPA zmienił wektor z antypolskiego na zdecydowanie antyrosyjski.

Nie. Jest to teza nieuzasadniona. Co miałoby za nią świadczyć? Ponawiane wezwania do odebrania Polsce „ukraińskich etnicznych terytoriów pod okupacją polską”? Czy może oświadczenie – urbi et orbi – oficjalnego przedstawiciela Ukrainy podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ (kilka dni temu), iż twierdzenie o ounowsko-upowskich zbrodniach to zwykłe kłamstwo, gdyż ukraiński nacjonalizm i jego struktury nie mają żadnych zbrodni na sumieniu ani żadnej krwi na rękach? Że ukraiński nacjonalizm jest krystalicznie czysty, gdyż po pierwsze Trybunał Norymberski nie przedstawił w tej mierze żadnych zarzutów oraz że wszystkie te zarzuty to po prostu sowiecko-rosyjskie (i zapewne też polskie) kłamstwo?

Przypomnijmy, że ideologia ukraińskiego nacjonalizmu zbudowana jest na „teorii dwóch wrogów”. To że dziś wskazywany jest raczej tylko jeden z nich nie oznacza, że drugi zniknął. Nawet jeśli odgrywa żałosną rolę pożytecznego idioty.

– (…) Czy Kremlem rzeczywiście rządzi działający nieracjonalnie nieobliczalny furiat, czy jednak mamy do czynienia z kimś wyrachowanym i działającym wedle konkretnego planu?

Co do Putina i Rosji (bo działa on przy nieomal jednomyślnym wsparciu rosyjskich politycznych środowisk) – gra toczy się (zresztą, niezmiennie od początku ukraińskiego kryzysu) o najwyższe geopolityczne cele; ze strony rosyjskiej o przełamanie jednobiegunowego ładu geopolitycznego, zaś ze strony amerykańskiej o wyeliminowanie Rosji jako głównej i jedynej groźby dla tego ładu. Słowem – o panowanie nad światem, jeśli nazwiemy rzeczy właściwymi ich imionami. Najpoważniejsi polityczni i geopolityczni doradcy Putina twierdzą, że to właśnie ten moment, kiedy przełamanie amerykańskiej dominacji na świecie jest możliwe.

Tym, którzy skłonni są wierzyć, że to Putin właśnie jest – jak Pan elegancko nazwał – „działającym nieracjonalnie nieobliczalnym furiatem” zwróćmy uwagę, że przewrót polityczny na Ukrainie, to 31. przewrót polityczny w ostatniej dekadzie orkiestrowany przez USA, że to nie Rosja była realizatorem 14 „kolorowych, bezkrwawych rewolucji” oraz cyklu krwawych przewrotów, nazywanych „wiosną arabską”.

Tak czy inaczej, należy wiedzieć, że w obecnym kryzysie ukraińskim nie ma żadnych interesów ukraińskich – ani państwowych, ani narodowych. Stawką tej geopolitycznej gry nie była i nie jest Ukraina. Stawką jest – oczywiście – Rosja.  Ukraina jest w tej grze jedynie terytorium walki gigantów, na którym używane są instrumenty ukraińskie oraz ideologie niby-ukraińskie. Scenariusz tego kryzysu był przygotowywany przez lata i jest identyczny ze scenariuszami wszystkich „wiosen” i „kolorowych rewolucji”. Budowali go zresztą ci sami ludzie.

Ukraina i jej realne sprawy są głębokim i mało ważnym dla Zachodu i Stanów Zjednoczonych tłem. Że propaganda mówi inaczej? Że to rzekomo „narodowa ukraińska rewolucja”? Nie należy słuchać propagandzistów, ale robić użytek z własnego rozumu. (…)

– Proszę na koniec powiedzieć: Rosja przegrała na Majdanie czy też przeciwnie – najwięcej na nim skorzystała? 

To się jeszcze okaże, ponieważ gra geopolityczna nie jest jeszcze zakończona. Można jednak powiedzieć z całą pewnością, że przegrała – i to z kretesem – Polska. Proszę zważyć, że – niezależnie od „sojuszniczego przymusu” (nazwijmy tak elegancko presję, której polskie elity władzy muszą się podporządkowywać bezwarunkowo) – wsparcie, jakie polskie władze udzielają dla przewrotu politycznego w Kijowie, ideologizowane jest głównie polską rusofobią. W tym dosyć tradycyjnym nurcie polskiej polityki wschodniej musimy wspierać Ukrainę, ponieważ jest to (albo może być) nasz naturalny sojusznik przeciw Rosji. Niestety, jest to koncepcja politycznych idiotów i takie też skutki zazwyczaj przynosi. Bo, po pierwsze – nie ma żadnych ani historycznych, ani politycznych, ani mentalnych przesłanek, aby Ukraina takim sojusznikiem – zwłaszcza Polski!! – się stała; zaś po drugie – polska polityka wschodnia oparta na fundamencie rusofobii to polityka samobójcza w każdym wymiarze. Czyżby jej entuzjaści naprawdę uwierzyli, że za trzy miesiące Rosji już nie będzie? Że już nie trzeba będzie z nią procedować? A jeśli jednak Rosja będzie, to jakich narzędzi politycznych użyje Polska w sferze dwustronnych relacji polsko-rosyjskich wówczas? Kiedy dla Polski wszystkie drzwi będą na głucho i na długo zamknięte? Polskie elity obrażą się wtedy na Rosję i zwrócą się o polityczne i ekonomiczne rekompensaty do unijnych i amerykańskich protektorów? A oni nam pomogą? Wolne żarty, pozostaniemy w tym miejscu Europy i nikogo na Zachodzie nie będą interesowały nasze sprawy z Rosją. No, chyba żeby rzeczywiście już jej wtedy nie było.

Ale polska porażka ma jeszcze jeden wymiar. Bowiem, co będzie, jeśli Rosja spacyfikuje obecny chaos na Ukrainie i przywróci ten kraj do politycznego i społecznego ładu. Nie będzie to, rzecz jasna, ład neo-nazistowski ale zapewne jakaś forma twardych rządów autorytarnych, kontrolowanych w pełni i administrowanych z Moskwy. Czy taki scenariusz jest niemożliwy? Ależ możliwy najbardziej ze wszystkich.

Ma on tylko jedną alternatywę, jaką jest wojna nuklearna. Jeśli założymy, że USA, Zachód i NATO w obliczu prawdziwego i realnego „wejścia” rosyjskich wojsk na Ukrainę i rozpoczęcia „porządkowania” chaosu nie zdecydują się na wariant wojny (nie pogróżek, nie cyber-wojny, nie wojny informacyjnej – ale WOJNY), to wtedy i na długo potem będziemy mieli ROSJĘ za naszą wschodnią granicą. Zapewne nie w kategoriach formalnych, ale realnie, bo przecież zewnętrzne atrybuty państwowości Ukrainy pozostaną. Jednak, o ile dotąd posiadała ona dosyć rozległe sfery samodzielności, to odtąd kontrola Rosji będzie ścisła i bolesna. Wtedy ci spośród polskich geopolityków-idiotów, którzy zamierzali „wyjąć” Ukrainę spod rosyjskiej kurateli, będą mieli Rosję pod bokiem. I to Rosję znacznie bardziej antypolską niż dotąd. Chyba niezbędne będzie harakiri, bo jak znieść coś takiego, do czego doprowadziło się poniekąd własnymi rękami i piórami?

Nota:

Podziękowania dla @astromaria za odgrzebanie tak ważnych kwestii związanej z wydarzeniami na Ukrainie. Szerzej opisałem powyższe poruszane zagadnienie – które również widziałęm dokłądnie tak samo jeszcze podczas wydarzeń na Majdanie,  w tym linku: Ukraina 2014

Ripsonar

Advertisements