2014; Bill Clinton (ur. 1946), wbrew plotkom o złym stanie zdrowia, pojawił się 2 kwietnia w doskonałej formie w talk-show Jimmy Kimmel

Clinton w wywiadzie mówi na temat ET

Clinton w wywiadzie mówi na temat ET

Live. Luźna rozmowa z prowadzącym, przerywana salwami śmiechu na widowni, zeszła wkrótce na temat UFO. Atmosfera zrobiła się poważniejsza. Clinton przyznał, że pełniąc urząd (w latach 1993-2001), nie zetknął się z dowodami na to, by obce istoty odwiedzały Ziemię. Mimo to przyznał, że polecił, by udostępniono mu wszystkie dokumenty dotyczące incydentu z Roswell oraz słynnej Strefy 51 – bazy wojskowej, gdzie według niektórych przechowywane są szczątki „latających talerzy”.

Temat UFO nie został poruszony bez przyczyny, bo wiadomo, że Clinton od dawna się tym interesuje. Wiele komentarzy wzbudziła jego deklaracja, że nie będzie zaskoczony, jeśli pewnego dnia dojdzie do kontaktu z przybyszami z kosmosu.(…)

Mało kto dziś pamięta, że z prezydenturą Clintona wiązano wielkie nadzieje na ograniczenie „embarga na informacje” odnośnie UFO. Przy wsparciu Rockefellerów powstał wówczas program mający wymusić na władzy ujawnienie tego, co wiadomo o niezidentyfikowanych obiektach i obecności obcych na Ziemi.

Jaki finał miały próby ujawnienia obywatelom tego najpilniej strzeżonego sekretu USA?

Clinton schowany przed UFO

Według oficjalnego stanowiska Białego Domu zjawisko UFO nie jest przedmiotem oficjalnego zainteresowania, bo nie udowodniono, by stwarzało zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. W 1970 r. zakończono ostatni etap prowadzonego przez Siły Powietrzne USA (USAF) programu badawczego mającego ustalić pochodzenie i intencje tych obiektów. Komitet kierowany przez wybitnego fizyka jądrowego, dr. Edwarda Condona (1902-74) orzekł, że wszystkie obserwacje UFO da się wyjaśnić w sposób racjonalny.

Od ponad 40 lat wszyscy słyszą w tej kwestii tę samą śpiewkę. Raz na jakiś czas zdarzają się jednak przypadki, które zmuszają do reakcji USAF lub Federalną Administrację Lotnictwa (FAA), udowadniając, że problem niezidentyfikowanych obiektów jest nadal aktualny. Za Clintona takim przypadkiem były „światła z Phoenix”.

Wieczorem 13 marca 1997 r. nad Newadą i Arizoną obserwowano przelot dziwnych świateł, które ok. 20:30 przybyły nad okolice zamieszkiwanego przez prawie 1,5 mln mieszkańców Phoenix. Świadkowie twierdzili, że światła były przyczepione do obiektu, który kształtem przypominał „bumerang” lub „węgielnicę”. W mediach zawrzało, jednak następnego dnia gubernator Arizony, Fife Symington (ur. 1945), występując w towarzystwie człowieka przebranego za ufoludka wyjaśnił, że było to wielkie nieporozumienie, a widziane przez ludzi światła były tak naprawdę wojskowymi flarami.

Dopiero 10 lat później Symington wyznał, że jego akcja miała na celu niedopuszczenie do wybuchu paniki. Dodał, że sam widział wtedy dziwny obiekt.

– To było coś ogromnego i niewyjaśnionego – powiedział w wywiadzie dla Daily Courier. – Kto wie, skąd przybyło? Widziało to wiele osób, w tym i ja. To było dramatyczne wydarzenie. Nie mogły to być flary, bo było to zbyt symetryczne. Miało też wyraźnie geometryczny zarys.

Jak zareagował na to Clinton? Okazuje się, że w momencie, kiedy pojawiły się doniesienia o przelocie obiektu nieznanego pochodzenia, znajdujący się w podróży prezydent… trafił do szpitala. Tłumaczono to urazem nogi, ale ufolodzy doszli do innego wniosku.

„Czy służby specjalne, bojąc się, że kraj został zaatakowany, ukryły prezydenta, dowiadując się, że tysiące ludzi zaobserwowało UFO?” – pytał William W. Warwick.

Zdarzenie z Phoenix wywołało medialną burzę i ożywiło pytania o to, jak rząd i armia USA odnoszą się do kwestii UFO. Dyskusję zintensyfikował fakt, że w roku 1997 przypadała 50. rocznica słynnej katastrofy „latającego talerza” w Roswell (Nowy Meksyk). W lipcu 1947 r. US Army miała przejąć wrak obcego obiektu wraz z ciałami rozbitków, zabezpieczyć go w bazie Roswell, a następnie ukryć w innej placówce (wśród kandydatek była m.in. Edwards AFB).

Do Clintona słano w tej sprawie petycje, ale swoje stanowisko odnośnie Roswell przedstawił on już w 1995 r., zapytany o to podczas wizyty w Irlandii Północnej.

– Z tego, co mi wiadomo, w Roswell nie rozbił się pozaziemski statek. […] Jeśli USAF przejęło ciała kosmitów, to mi o tym nie powiedziano, chociaż chciałbym wiedzieć…

Rockeffeler i Podesta chcą prawdy

W początkach prezydentury Clintona powstał projekt mający na celu wyciągnięcie z archiwów armii i CIA ukrywanych dokumentów na temat UFO. Przedsięwzięciem tym kierował Laurance Rockefeller (1910-2004) – członek wpływowego rodu, miliarder i filantrop, który wspierał Partię Demokratyczną i którego głosu Clinton nie mógł ignorować.

„Inicjatywa o ujawnienie informacji o UFO skierowana do Białego Domu za kadencji Clintona” wzywała do upublicznienia niejawnych materiałów na temat „latających spodków”. W ramach akcji do kongresmanów i ludzi związanych z prezydentem rozesłano książkę opisującą najbardziej wiarygodne spotkania z UFO.

Rockefeller poprosił też Clintona o zagwarantowanie nietykalności urzędnikom i wojskowym, którzy zechcieliby podzielić się informacjami na ten temat, by nie musieli bać się służbowych konsekwencji.

„Istnieje spora szansa, że na takich warunkach zgodzi się na to wiele osób. Uważa się, że incydent z Roswell dał początek ukrywaniu prawdy o UFO. Bez względu na to, jaka ona jest, każde oświadczenie rządu w tej sprawie będzie miało wielką wartość” – pisał.

W 1994 r. naciski na prezydenta doprowadziły do wydania przez niego rozporządzenia o odtajnieniu przez Archiwa Narodowe pewnych dokumentów, w których spodziewano się przełomowych informacji. Ale ich tam nie było. W wydanym w tym samym roku oświadczeniu US Army zaprzeczyła też, by sprawa z Roswell była w jakikolwiek sposób powiązana z ingerencją spoza planety.

Spośród najbliższych współpracowników Clintona o ujawnienie prawdy na temat UFO zabiegał także John Podesta (ur. 1949) – prawnik pełniący rolę zastępcy, a następnie szefa kadr Białego Domu, który nadal opowiada się za pełną transparentnością w tej sprawie.

– Przyszedł czas, by rząd ujawnił dane na temat UFO starsze niż 25 lat i dostarczył naukowcom informacji mogących pomóc w ustaleniu natury tego zjawiska – postulował.

Fakt, że nawet ludzie o szerokich koneksjach i wpływach mogli niewiele zdziałać w kwestii ujawnienia tego, co wiadomo o UFO na szczytach władzy świadczy, że jest to problem objęty klauzulą najwyższej tajności. Co ciekawe, nawet dr Condon, który orzekł, że UFO nie istnieje, zakulisowo dodawał, że jeszcze przez lata nauce nie będzie dane pojąć natury tego fenomenu.

Czy wskazuje to, że prawda na ten temat może być trudniejsza niż się wszystkim wydaje?

Artykuł Co Bill Clinton wie o UFO? (strefatajemnic.onet.pl)

Advertisements