Weteran z Wietnamu i pracownik USAF, Charles James Hall, twierdzi, że podczas służby w bazie Nellis Air Force w okolicy Las Vegas (Strefa 51), wielokrotnie widział przedstawicieli obcych cywilizacji, którzy współpracowali z ziemskimi specjalistami tzw. wysocy i o bladej skórze. Amerykanie mówią o nich Tall Whites, „wysocy biali”.

Artykuł  „Blondyni z kosmosu”„Gwiazdy Mówią” nr 29/2006 autor Stanisław Gieżyński

Charles Hall

Charles Hall

Charles jest emerytowanym żołnierzem armii Stanów Zjednoczonych. W latach 1962–66 służył w wojskowej bazie Nellis w Nevadzie, gdzie zajmował się prognozowaniem pogody dla kilku stanowisk ciężkiej artylerii. Codziennie puszczał balony meteorologiczne, badał szybkość wiatru i wilgotność powietrza. Jak mówi, w swojej pracy nie był osamotniony, bowiem na pustyni towarzyszyli mu Obcy.
Grupa humanoidalnych stworzeń z innej planety mieszkała w podziemnych bunkrach w okolicy. Oczywiście za przyzwoleniem rządu USA. Hall zakończył swoją służbę na pustyni w 1966 roku, kiedy został wysłany na wojnę w Wietnamie. Dopiero po latach odważył się opowiedzieć o swojej przygodzie z Obcymi. Wydał trzy książki, wszystkie napisane w trzeciej osobie i udające fikcję literacką. – Do tej pory mam obawy przed ujawnianiem wszystkich szczegółów, dlatego wolałem spisać moje wspomnienia w formie powieści – tłumaczy. Tall Whites to według Charlesa rasa wysoce inteligentna i około dziesięć razy bardziej długowieczna niż Ziemianie. Mają ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, biegają z prędkością stu kilometrów na godzinę. Ich skóra jest blada, oczy duże i zachodzące na bok czaszki. Na głowie rosną im krótkie, białe włosy. Chodzą na ogół ubrani w błyszczące kombinezony z otwartymi hełmami. Są szczupli i mają dość długie kończyny. Skąd przybyli? Hall mógł tylko zgadywać. Na podstawie rozmów – bo Obcy szybko nauczyli się angielskiego – wywnioskował, że prawdopodobnie z okolic gwiazdy Arcturus. Na bezpośrednie pytania odpowiadali wymijająco. Równie tajemniczo jawi się czas ich przybycia. Mężczyzna zdołał dowiedzieć się tylko, że jedno z dzieci Obcych urodziło się już na Ziemi, gdzieś za czasów prezydentury Jamesa Madisona – około 1815 roku. Dzieci to zresztą ich wielka duma. Charles twierdzi, że tak często powtarzali mu, że „kochają swoje dzieci bardziej niż ludzie”, że przyjął to w końcu za oficjalne zdanie przywitalne w rozmowach z ich kobietami. Mimo wysokiej inteligencji i pozornie braku złych zamiarów Obcych, kontakty z nimi nie były łatwe. Charles twierdzi, że często doświadczał prób telepatycznego wpływu na swój umysł, zdarzyło mu się także zostać zranionym przez jednego z przybyszów. Mimo obfitego krwawienia, powrócił z pustyni do bazy.

Czytaj dalej