„Jak kłamstwo nie działa, trzeba wymyślić jeszcze większe kłamstwo”.

Staram się przedstawiać rozmaite wydarzenia, świadczące o praniu mózgów PT Czytelników, przez media głównego nurtu dezinformacji, które spełniają rolę dawniejszych politruków.

Od 500 lat, z chwilą stworzenia protestantyzmu przez Hohenzolernów, szkoły wyższe postawiły także na indoktrynację społeczeństwa, w wersji poprawnej politycznie. Dotyczy to nie tylko przedmiotów zwanych szumnie humanistycznymi, ale także nauk ścisłych.

Przykładem z dnia dzisiejszego jest sprawa rzekomego zestrzelenia samolotu malezyjskiego nad Ukrainą. Pomimo, iż udowodniono, że środki masowej dezinformacji, przedstawiając rzekome fragmenty zniszczonego samolotu, pokazują części aż 3 różnych samolotów, żaden ekspert od lotnictwa, czy pokrewnych przedmiotów, z 470 wyższych [z nazwy] polskich uczelni, nie zaprotestował. Podobnie było z tzw. katastrofą smoleńską, kiedy także pokazywano części różnych samolotów, jako rzekomego TU 154M. I znowu żaden „ekspert” z prawa, czy lewa, łącznie ze słynnym dr Biniendą, nie widział w tym nic szczególnego i prowadził monolog, jak gdyby nigdy nic. Trudno założyć, aby wszyscy oni cierpieli na logorrhoe.

Podobnie wygląda sprawa z nagłaśnianymi epidemiami. Kilka takich spraw omówiłem w poprzednich pracach. Obecnie na czoło w gazetach dla mniej wartościowego ludka, nie tylko nad Wisłą, wysuwa się sprawa wirusa Ebola.

Co to jest i z czym to się je.

Czytaj dalej